GKS Katowice, mimo swoich szans uległ Jastrzębskiemu Węglowi w trzech setach. O przyczynach porażki i życzeniach na Nowy Rok opowiedział nam kapitan ekipy z Katowic – Bartosz Mariański.
Marzena Janik: Z Jastrzębia – Zdroju wyjechaliście bez punktów, chociaż mieliście swoje szanse. Czego, twoim zdaniem, zabrakło?
Bartosz Mariański: Trochę chłodnej głowy, trochę szczęścia. Nasze mecze wyglądają tak, że mamy swoje szanse. W drugim secie mieliśmy chyba cztery piłki na skończenie seta, nie wykorzystaliśmy żadnej. Jeśli z takim zespołem jak Jastrzębie nie weźmie się swojej okazji chociażby w secie to się przegrywa 0:3.
Czy gra rywali również nie pozwoliła wam rozwinąć skrzydeł?
Pewnie, że tak. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Dzisiaj Jastrzębie pokazało swoją klasę w decydujących momentach pierwszych dwóch setów. Za to, tak naprawdę, płaci się takim zawodnikom, jacy są w tej drużynie. Wytrzymują te decydujące momenty, czego my nie zrobiliśmy.
Mimo porażki z pewnością pojawiły się pozytywne elementy. Co znalazłoby się na tej liście?
Myślę, że mimo wszystko walka w tych pierwszych dwóch setach. Przykro, że wyglądaliśmy tak w trzecim, ale uważam, że nawiązaliśmy rywalizację. To spotkanie mogło się podobać w pierwszych dwóch odsłonach. Za tą walkę bym nas pochwalił. Ale nie mogę zrozumieć tego, co stało się w trzecim secie.
Podczas meczu dopisała wam obecność kibiców. Słyszeliście z góry ich doping?
Myślę, że patrząc na tabelę, nasi kibice są bardzo wyrozumiali. Jeżdżą, gdzie tylko mogą, więc chwała im za to. Zawsze dopingują, kibicują i bardzo im za to dziękujemy.
Mecz w Jastrzębiu był ostatnim w 2024 roku. Jak podsumujesz zatem zmagania swojego zespołu?
Patrząc na tabelę, nie ma co podsumowywać. Jest nam ciężko. Cały czas mamy matematyczne szanse na utrzymanie się w lidze, a dopóki one będą, będziemy walczyć.
Na koniec zapytam, czego życzysz sobie i kibicom na nowy, 2025 rok?
Zwycięstwa. W jednym, dwóch, trzech meczach. Naprawdę tylko tyle.
Rozmawiała Marzena Janik
Źródło: Informacja własna, fot. Plus Liga