Na początku tygodnia siatkarze Jastrzębskiego Węgla rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. W zespole zaszło wiele zmian – pojawili się nowi zawodnicy, a drużynę prowadzi teraz świeżo zatrudniony trener. Mimo naturalnej dawki niepewności, atmosfera w hali była pełna entuzjazmu i pozytywnej energii. O nastrojach w drużynie, wakacyjnym odpoczynku, włoskiej przygodzie zakończonej złotem Ligi Mistrzów oraz pierwszych wrażeniach z pobytu w Jastrzębiu opowiedział nam nowy środkowy, Łukasz Usowicz.
Marzena Janik: W poniedziałek spotkaliście się po raz pierwszy, żeby rozpocząć przygotowania do nowego sezonu. Z jakimi nastrojami weszliście na halę?
Łukasz Usowicz: Na pewno była to ekscytacja i moment niepewności, ponieważ drużyna została mocno przebudowana. Pojawił się nowy trener, więc podeszli z taką dozą niepewności, ale też z dużym entuzjazmem na myśl o początku sezonu i zbliżającym się pierwszym meczu ligowym. Na pewno chcemy się jak najlepiej przygotować i zrobimy wszystko, żeby tak to właśnie wyglądało.
Można więc powiedzieć, że pojawiliście się tutaj z uśmiechami na twarzach i nowym zapałem do pracy?
Tak, wszyscy weszli tu z wielkim uśmiechem. Większość wypoczęta, po dłuższych wakacjach. Inni pojawili się tutaj po różnych turniejach, mamy też zawodników w kadrach narodowych, więc oni tego odpoczynku mieli i będą mieli mniej, ale jak wczoraj się spotkaliśmy, nastroje były szampańskie (uśmiech).
Wspomniałeś o wakacjach. Czy miałeś czas na odpoczynek i zresetowanie głowy?
Oczywiście. To było dwa i pół miesiąca, więc myślę, że to był bardzo dobry czas, żeby odpocząć, ale też nie stracić formy. Można było zadbać o siłownię i podtrzymać rytm. Było jakieś cardio, bieganie i inne tego typu rzeczy. To był idealny czas na zresetowanie głowy. Mogłem przygotować się mentalnie do przyszłego sezonu.
Skoro już mowa o przygotowaniu, zapytam jakie cele stawiasz sobie na najbliższe tygodnie?
Cel jest jeden: poprawić swój performance. Nie mam jakiegoś jednego elementu, na którym chciałbym się skupić. Myślę, że to wyjdzie w praniu podczas okresu przygotowawczego. Może też trener zauważy jakąś rzecz, nad którą trzeba bardziej popracować. Ja, póki co, chciałbym poprawić swój ogólny performance, żeby być po prostu lepszym zawodnikiem.
Odbiegając na chwilę od siatkówki zapytam o twoje pierwsze wrażenia po przyjeździe do miasta. Jak spodobało ci się Jastrzębie?
Szczerze? Bardzo fajnie. To jest na pewno mniejsze miasto, niż Katowice, w których ostatnio miałem przyjemność mieszkać. Największym plusem jest brak korków i dużych tłumów. Ja lubię ciszę i spokój. Jest tutaj też dużo terenów zielonych, więc miasto jak najbardziej na plus, bardzo mi się podoba.
Do Jastrzębia trafiłeś po krótkim pobycie w Perugii. Jak wspominasz swoją włoską przygodę?
Na początku był to bardzo emocjonujący okres. Samo przejście, transfer, nowa drużyna. Jak wiadomo, wszedłem już w zgraną ekipę, która grała ze sobą cały sezon. Wszyscy bardzo dobrze mnie przyjęli, z czego bardzo się cieszyłem. Szybko udało mi się też wdrożyć w treningi i w język włoski. Komunikatywnie się nie porozumiewałem, ale mniej więcej potrafiłem zrozumieć wszystko na treningach. Wszystkie odprawy i treningi były prowadzone po włosku, więc chwilę mi zajęło, żeby zrozumieć te najprostsze zwroty podczas zajęć i nie pytać, co oznacza dane wyrażenie. Ogólnie, przygoda we Włoszech była bardzo fajna, w dodatku zwieńczona złotym medalem Ligi Mistrzów.
Czy spodziewałeś się tego złotego medalu, w dodatku zdobytego w swoim kraju?
Jak już awansowaliśmy do Final Four, to tak spodziewałem się. Wiedziałem, że to będzie bardzo trudne, bo były mocne polskie drużyny, do tego zespół z Ankary. Po meczu półfinałowym widać było, że jesteśmy w formie i to złoto jest na wyciągnięcie ręki.
Na zakończenie: czego życzyć Ci na nadchodzący sezon?
Myślę, że zdrowia. To jest zawsze najważniejsze, bo jak już jest zdrowie, to resztę sobie sami wypracujemy.
Rozmawiała Marzena Janik.
Źródło: Informacja własna.