Aleksandra Gromadowska: Nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę stało

Aleksandra Gromadowska i Agnieszka Adamek zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiej siatkówki plażowej. W niedzielę 24 sierpnia nad Jeziorem Rusałka w Poznaniu wywalczyły tytuł mistrzyń Polski, pokonując w dramatycznym finale Martę Łodej i Julię Kielak. To był turniej pełen emocji, zwrotów akcji i niezapomnianych momentów, a sam finał dostarczył kibicom prawdziwego siatkarskiego spektaklu. O kulisach tego sukcesu, emocjach po ostatniej piłce, atmosferze turnieju i planach na przyszłość porozmawialiśmy z Aleksandrą Gromadowską, która w szczerej rozmowie zdradziła, jak wyglądała droga po złoto i co sprawia, że jej duet z Agnieszką Adamek tak dobrze funkcjonuje.

Zuzanna Żeleźnik: Olu, kilka dni temu w Poznaniu sięgnęłaś po mistrzostwo Polski w siatkówce plażowej. Jakie emocje towarzyszyły Ci w momencie zdobycia złotego medalu?

Aleksandra Gromadowska: W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę stało. Jakby czas na chwilę się zatrzymał. A potem przyszła euforia, taka czysta radość i świadomość, że spełniłam właśnie jedno z moich marzeń.

Jak ocenisz całą drogę po tytuł – od pierwszych meczów aż po finał z Martą Łodej i Julią Kielak?

Turniej zaczęłyśmy świetnie, dwa mocne zwycięstwa ustawiły nas w dobrym rytmie. Potem przyszło starcie z Martą i Julką, w którym to one były zdecydowanie lepsze. Ale, paradoksalnie, ta porażka przyszła w idealnym momencie, nie eliminowała nas, a dała impuls do jeszcze większego skupienia. Musiałyśmy rozegrać jeden mecz więcej, ale dzięki temu złapałyśmy jeszcze lepszy rytm. W rewanżu w meczu finałowym z Martą i Julką wiedziałyśmy już, co poprawić, i to przyniosło efekt.

Finałowy mecz z Martą Łodej i Julią Kielak był bardzo zacięty. Co zadecydowało o Waszym zwycięstwie w tie-breaku?

To był prawdziwy rollercoaster emocji. Po przegranym pierwszym secie musiałyśmy szybko się pozbierać i wrócić na boisko z czystą głową. W drugim zagrałyśmy pewniej, a w tie-breaku postawiłyśmy wszystko na koncentrację i odwagę. Nie kalkulowałyśmy po prostu grałyśmy to, co potrafimy najlepiej. Ale chyba najważniejsze było to, że naprawdę cieszyłyśmy się grą. Byłyśmy tu i teraz, skupione, ale też pełne radości i wdzięczności za ten moment. I myślę, że właśnie ta energia przechyliła szalę na naszą stronę.

Jak wygląda współpraca z Agnieszką Adamek na boisku? Co sprawia, że Wasz duet tak dobrze się uzupełnia?

Z Agą gramy razem drugi sezon i mimo że już dobrze się znamy, to wciąż się docieramy, uczymy się siebie nawzajem, lepiej komunikujemy i z każdym turniejem łapiemy coraz lepsze zgranie. Na boisku świetnie się uzupełniamy: ja jako wyższa zawodniczka, bardziej też ofensywna,  gram przy siatce jako blokująca, Aga z kolei odpowiada za obronę i grę w polu, jej zwinność i czytanie gry robią ogromną różnicę. Każda z nas ma inne atuty, które razem składają się na naprawdę fajny, równy duet. Do tego mamy podobne podejście do sportu i życia, co bardzo ułatwia współpracę i buduje dobrą energię w teamie.

Jaki mecz z turnieju w Poznaniu najbardziej zapadł Ci w pamięć i dlaczego?

Choć półfinał miał dla mnie duży ładunek emocjonalny zwłaszcza po zeszłorocznej porażce z parą Zdon/Tomala w meczu o złoto, to jednak najbardziej w pamięci zostanie mi finał. To był moment kulminacyjny całego turnieju i naszej drogi. Emocje, stawka, atmosfera, wszystko było na najwyższym poziomie. Takie mecze zostają w głowie na długo.

Jak odebrałaś atmosferę turnieju i doping kibiców nad Jeziorem Rusałka?

Było niesamowicie! Trybuny pełne ludzi, którzy naprawdę żyli tym turniejem. Czuć było energię, emocje i prawdziwe wsparcie. To coś, co daje ogromnego kopa podczas gry. Rzadko się zdarza, żeby atmosfera była aż tak „gęsta” od pozytywnej energii.

W finale zdarzały się momenty nerwowe. Jak radziłyście sobie z presją i emocjami?

Kluczem była koncentracja i rozmowa, nie zamykałyśmy się w sobie, tylko cały czas się wspierałyśmy. Powtarzałyśmy sobie, że to kolejna piłka, kolejna akcja, bez oglądania się na poprzednie błędy, wynik czy wagę momentu. Skupienie i wzajemne zaufanie pomogły nam utrzymać emocje pod kontrolą.

Czy już po meczu znalazł się czas na chwilę świętowania?

Chwila się znalazła, choć była bardzo krótka bo już pięć dni później przeprowadzałam się do Włoch na sezon halowy. Ale udało się złapać ten moment radości i trochę go celebrować w gronie najbliższych.

Jakie znaczenie ma dla Ciebie fakt, że turniej finałowy po raz pierwszy odbył się w Poznaniu, nad Jeziorem Rusałka?

To było coś wyjątkowego. Poznań stworzył niesamowitą scenerię  plaża, jezioro, publiczność blisko boiska… Wszystko miało swój klimat. Czuć było, że to miejsce żyje sportem, że ludzie chcą tu być i kibicować. Cieszę się, że finał zawitał właśnie tu mam nadzieję, że to nie ostatni raz.

Na koniec – co chciałabyś przekazać kibicom, którzy dopingowali Was w Poznaniu i przed ekranami?

Chcę po prostu powiedzieć: dziękuję. Za obecność, za doping, za każdą pozytywną wiadomość i dobre słowo. Czułyśmy, że jesteście z nami  i to nie tylko w finałowym meczu, ale przez cały turniej. To naprawdę robi różnicę, kiedy wiesz, że ktoś po drugiej stronie mocno Ci kibicuje.

 

Szybkie strzały:

Tie-break czy szybkie 2:0? 

szybkie 2;0

Piasek czy hala? 

piasek zdecydowanie

Najtrudniejsza rywalka w całym turnieju? 

pomidor

Ulubione miejsce do gry w Polsce?

Toruń!

Złoto mistrzostw Polski czy podium w turnieju międzynarodowym?

złoto MP już mam, także teraz kolej na podium w międzynarodówce

Największe sportowe marzenie? 

jedno się niedawno spełniło, kolejne zostawię dla siebie (uśmiech)

Najtrudniejszy mecz turnieju? 

mecz finałowy

Najbardziej emocjonujący moment finału? 

końcówka tie-breaka

Najlepszy doping – półfinał czy finał? 

finał

Punkt, który zapamiętasz na długo? 

ostatnia akcja meczu, która przypieczętowała nasz tytuł Mistrzyń Polski

Największe zaskoczenie całego turnieju?  

To, jak wiele jest w stanie wytrzymać ciało i głowa nawet po paru nieprzespanych nocach i w zmęczeniu.

Mecz, w którym grało się Wam najprzyjemniej?

Najlepszy mecz to taki, w którym wszystko grało- my, nasza komunikacja, energia.

Pierwsza myśl po ostatniej piłce finału? 

 „czy to się dzieje naprawdę?”

 

Rozmawiała: Zuzanna Żeleźnik 

Źródło: informacja własna, fot. Zuzanna Żeleźnik