Po czterech kolejkach bez zwycięstwa kibice Norwida Częstochowa wreszcie doczekali się przełamania. Wygrana 3:2 ze Ślepskiem Malow Suwałki nie przyszła jednak łatwo — to był mecz pełen zwrotów akcji, serwisowych serii i nerwowych końcówek. Jednym z bohaterów spotkania był przyjmujący Jakub Kiedos, który już w pierwszym secie poderwał drużynę trzema asami serwisowymi i trzymał wysoki poziom przez całe pięciosetowe starcie. Jak patrzył na ten rollercoaster emocji z boiska? O tym opowiedział nam tuż po meczu.
Zuzanna Żeleźnik: Jakubie, pierwsze zwycięstwo Norwida w sezonie stało się faktem. Emocji było sporo – jak z Twojej perspektywy wyglądała ta siatkarska huśtawka nastrojów?
Jakub Kiedos: Tak, emocji było naprawdę dużo. Myślę, że każdy z nas bardzo chciał przełamać tę serię i w końcu wygrać. Momentami graliśmy świetnie, potem pojawiały się przestoje, ale najważniejsze, że potrafiliśmy się z nich podnieść. To był mecz na huśtawce, ale pokazaliśmy charakter i to jest dla mnie najważniejsze.
Zaczęliście znakomicie – Twoje trzy asy serwisowe ustawiły początek meczu. Czy czuliście już wtedy, że to może być ten wieczór, kiedy w końcu wszystko „zaskoczy”?
Już po rozgrzewce było widać, że jesteśmy dobrze nastawieni. Te asy dały mi i całej drużynie sporo energii. Czułem, że dziś może to w końcu „kliknąć”, bo każdy był zaangażowany od pierwszej piłki. Wiedzieliśmy, że jeśli utrzymamy koncentrację, to jesteśmy w stanie wygrać.
Mecz był bardzo nierówny – momenty świetnej gry przeplatały się z prostymi błędami. Co było kluczem, żeby mimo tego zachować koncentrację i doprowadzić sprawę do końca?
Myślę, że kluczowe było to, że cały czas byliśmy razem jako zespół. Nawet gdy coś nie wychodziło, nikt nie spuszczał głowy. Staraliśmy się skupiać na kolejnej akcji, nie rozpamiętywać błędów. To właśnie różni nas od wcześniejszych meczów – dziś potrafiliśmy utrzymać emocje pod kontrolą do samego końca.
To był kolejny mecz, w którym Twoja współpraca z Luciano De Cecco wyglądała bardzo dobrze – szczególnie w pierwszym i piątym secie. Jak to jest grać z takim rozgrywającym?
To ogromne doświadczenie. Luciano to zawodnik z niesamowitym przeglądem boiska i czuciem gry. Przy nim można się bardzo dużo nauczyć – o tempie, o decyzjach, o sposobie myślenia na boisku. Dla mnie to wielka szansa i staram się z niej maksymalnie korzystać.
Z zewnątrz widać, że Luciano dużo z Wami rozmawia na boisku – instruuje, podpowiada. Pomaga Ci to łapać rytm i pewność siebie?
Zdecydowanie tak. On ma ogromny spokój i doświadczenie, które w trudnych momentach bardzo pomaga. Myślę, że właśnie takie wsparcie z boiska pozwala nam grać odważniej.
Po kilku porażkach w końcu udało się przełamać. Jak zareagowała szatnia po meczu – była bardziej ulga, czy czysta radość?
Trochę jedno i drugie. Ulga, że wreszcie mamy to zwycięstwo, ale przede wszystkim ogromna radość. Każdy z nas ciężko pracował na ten moment i naprawdę go potrzebowaliśmy. W szatni była dobra energia, ale wiemy też, że to dopiero początek – chcemy na tym budować i iść dalej.
Ślepsk Suwałki to drużyna z ogromnym doświadczeniem, z Filipiakiem i Nowakowskim w składzie. Co było najtrudniejsze w grze przeciwko nim?
Na pewno ich doświadczenie. To zawodnicy, którzy wiedzą, jak reagować w kluczowych momentach i potrafią wykorzystać każdy nasz błąd.
Co z perspektywy boiska najbardziej odróżniało ten mecz od poprzednich – pewność w przyjęciu, spokój w końcówkach, a może wiara w zwycięstwo?
Myślę, że przede wszystkim wiara. W poprzednich meczach brakowało nam trochę przekonania, że naprawdę możemy to wygrać. Dzisiaj każdy wierzył – niezależnie od tego, co się działo na tablicy wyników. Do tego doszedł spokój w końcówkach i dużo lepsze przyjęcie, co pozwoliło nam grać swoje. Widać było, że zrobiliśmy krok do przodu jako drużyna.
Rozmawiała: Zuzanna Żeleźnik
Źródło: informacja własna