W meczu rozgrywanym awansem 11. kolejki PlusLigi kibice w Olsztynie dostali dokładnie to, czego oczekuje się od pojedynku drużyn z czołówki – emocje, zwroty akcji i pięć setów walki. Aluron CMC Warta Zawiercie po bardzo intensywnym boju pokonała Indykpol AZS 3:2, biorąc udany rewanż po poprzedniej porażce z Jastrzębskim Węglem.
Spotkanie od pierwszych minut trzymało wysoki poziom, a kibice oglądali wymianę ciosów punkt za punkt. Do stanu 6:6 oba zespoły prezentowały równy poziom, a pierwsze skrzypce grali atakujący: Jan Hadrava po stronie AZS-u i Bartłomiej Bołądź po stronie gości. Gdy Bołądź posłał pierwszego asa, Warta odskoczyła, jednak Hadrava szybko wyrównał. Olsztynianie cały czas byli w grze, lecz w kluczowych momentach psuli zagrywki, co blokowało ich szansę na odskoczenie. W połowie seta doszło nawet do wymiany asów między Halabą a Bieńkiem, lecz wicemistrzowie Polski trzymali inicjatywę. Zawiercianie odważnie włączali środkowych, a Mateusz Bieniek kończył piłkę za piłką (17:20). Czapa Bołądzia dała Warcie piłkę setową, a chwilę później goście domknęli premierową odsłonę bardzo pewnie.
Drugi set rozpoczął się podobnie, choć tym razem zawiercianom przytrafiały się błędy w polu serwisowym (3:3). To otworzyło furtkę dla gospodarzy, którzy szybko włączyli swój duet ognia: Halaba – Hadrava. Po ich skutecznych akcjach było już 6:4, a AZS budował rytm także dzięki wygranym długim wymianom. Po asie Moritza Karlitzka zrobiło się 10:6, a błędy gości zaczęły się mnożyć. Choć Bieniek i Zniszczoł starali się trzymać wynik, przewaga Olsztyna rosła. Gwoździem do trumny Warty okazał się blok Hadravy na Bołądziu. Końcówka była jednostronna, a seta zamknął asem Seweryn Lipiński – AZS odpowiedział równie mocno.
Podrażniona Warta weszła w trzecią partię jak burza, startując od serii 3:0. Olsztynianie zaczęli popełniać błędy serwisowe, a Jakub Popiwczak miał ogromne problemy z przyjęciem, wciąż nękany zagrywką Halaby i Hadravy. Po błędzie Russella zrobiło się 10:11, lecz AZS szybko doprowadził do remisu. Wiele akcji kończył duet Halaba – Hadrava. Set toczył się na granicy ryzyka: jeden as odpowiadał kolejnemu, a żaden z zespołów nie potrafił przejąć kontroli. W końcówce wynik brzmiał 21:22 dla Warty, a o zwycięstwie przesądziło doświadczenie gości i chłodne głowy w kontrach. Zawiercianie wyszli na prowadzenie 2:1.
Czwarty set zaczął się identycznie: akcja za akcję, równe tempo i nieustanna wymiana ciosów (2:2). Dwa błędy Bołądzia spowodowały, że przy stanie 9:9 to olsztynianie przejęli stery. Seweryn Lipiński wszedł w tryb „serwis bestii” i jego zagrywki dały AZS-owi prowadzenie 13:10. Warta jednak nie zamierzała ustępować, a wejście Pawła Cieślika po stronie AZS-u dało gospodarzom dodatkowy impuls. Gdy Bieniek postawił kluczowy blok, było już ponownie równo, a chwilę później as Ensing’a wyprowadził zawiercian na prowadzenie 19:17. Set trzymał emocje do końca, lecz to Indykpol wykorzystał swoją szansę. Końcówka należała do gospodarzy, którzy doprowadzili do tie-breaka.
Decydujący set był prawdziwą wojną nerwów. Obie drużyny ryzykowały zagrywką, ale punktów trzeba było szukać przede wszystkim w ataku. To zawiercianie pierwsi zbudowali przewagę (6:4), prezentując większą cierpliwość w ofensywie. Gdy Halaba pomylił się w ataku, przewaga wzrosła do czterech punktów. AZS nadal popełniał błędy na zagrywce, co w tie-breaku jest grzechem niewybaczalnym. Ostateczny cios nie padł jednak po spektakularnej akcji – tie-break zakończył się po autowym serwisie Kozuba, a Warta mogła świętować wyjazdowe zwycięstwo 3:2.
Indykpol AZS Olsztyn vs Aluron CMC Warta Zawiercie 2:3
(20:25, 25:17, 23:25, 25:22, 10:15)
MVP: Miguel Tavares
Indykpol AZS Olsztyn: Karlitzek, Tille, Majchrzak, S. Lipiński, Halaba, Hadrava, Ciunajtis (libero) oraz Kozub, Cieślik, Borkowski, Szwarc.
Aluron CMC Warta Zawiercie: Kwolek, Russell, Zniszczoł, Bołądź, Tavares, Bieniek, Popiwczak (libero) oraz Nowosielski, Markiewicz, Ensing, Łaba.
Autor: Zuzanna Żeleźnik
Źródło: informacja własna, fot. Plus Liga