Warta Zawiercie w wielkim stylu gasi Resovię. Jednostronny hit kolejki w Rzeszowie

Mecz na szczycie 7. kolejki PlusLigi zapowiadał się jako jedno z najbardziej wyrównanych widowisk jesieni. Naprzeciw siebie stanęły dwie drużyny otwarcie celujące w podium rozgrywek: Asseco Resovia Rzeszów i Aluron CMC Warta Zawiercie. Tymczasem na boisku obejrzeliśmy niemal jednostronny spektakl. Zawiercianie od pierwszej piłki narzucili własne warunki gry i trzema pewnymi setami zamknęli spotkanie, nie pozostawiając wątpliwości kto tego dnia był zespołem dojrzalszym, skuteczniejszym i przede wszystkim lepiej przygotowanym taktycznie.

Mecz rozpoczął Karol Butryn zepsutą zagrywką — symboliczny początek problemów gospodarzy. Chwilę później Resovia objęła prowadzenie 5:2 dzięki dwóm punktowym blokom Dannego Demyanénki. Nadzieja w hali Podpromie trwała jednak krótko. Aaron Russell uruchomił zagrywkę, która całkowicie zdezorganizowała przyjęcie Resovii. Goście przejęli prowadzenie 6:5, a problemy rzeszowian na linii przyjęcia tylko narastały. Po zablokowaniu Yacine’a Louatiego przez Mateusza Bieńka Warta prowadziła już 9:6, a Botti musiał ratować zespół przerwą. Nie przyniosło to żadnej zmiany — blok Kwolka powiększył przewagę do pięciu punktów (12:7), a Resovia zaczęła przegrywać wszystkie przedłużone wymiany. Russell robił w ataku, co chciał, a Resovia nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Po nieudanym ataku Butryna było już 20:13 dla gości. Set zakończył się tak, jak wyglądał cały przebieg partii — as serwisowy Aarona Russella przypieczętował pełną dominację Warty Zawiercie 25:17.

Na drugiego seta Botti wprowadził Artura Szalpuka za Louatiego. I faktycznie — Resovia zaczęła funkcjonować lepiej. Gra toczyła się punkt za punkt (5:5, 7:7), a rzeszowianie próbowali opierać ofensywę na Cebulju i Szalpuku. Wciąż jednak brakowało płynności w pierwszej akcji. Po bloku Bieńka było 9:8 dla Warty, a mecz nabrał intensywności. Każda akcja kończyła się mocnym uderzeniem z lewego lub prawego skrzydła — 12:12, 14:14. Dopiero kontratak Russella wyprowadził zawiercian na dwupunktowe prowadzenie (16:14), a po chwili as serwisowy Mateusza Bieńka powiększył je do trzech (18:15). Warta czytała każde rozegranie rzeszowian. Blok Tavaresa na Vasina dał czteropunktową przewagę — 20:16. Resovia jeszcze raz odgryzła się blokiem Poręby, zmniejszając dystans, ale końcówka znów należała do gości. Błąd Poręby w polu serwisowym zakończył seta 25:22 dla Warty, która grała dojrzale, cierpliwie i niezwykle konsekwentnie.

Trzeci set rozpoczął się identycznie jak wcześniejsze — chwila wyrównanej gry, po czym inicjatywę przejęła Warta. Russell ponownie uruchomił zagrywkę, która siała spustoszenie po stronie gospodarzy. Szczelny blok gości zablokował kolejne akcje Resovii, a po kilku minutach tablica pokazywała 6:3 dla zawiercian. Gdy Bartosz Kwolek trafił z lewego skrzydła na 11:6, Botti musiał brać kolejną przerwę. Nic to jednak nie zmieniło — Resovia nie była w stanie znaleźć choćby jednego zawodnika, który uniósłby ciężar gry. Warta kontrolowała przebieg seta niemal bez wysiłku, zamieniając kolejne kontry na punkty. Kwolek robił różnicę w każdym elemencie gry i to on zamknął całe spotkanie dwoma ostatnimi atomowymi atakami. Wynik 25:19 oddaje przebieg, ale nie pokazuje pełnej dominacji, którą oglądali kibice.

Asseco Resovia Rzeszów vs Aluron CMC Warta Zawiercie 0:3

(17:25, 22:25, 19:25)

MVP: Bartosz Kwolek

 

Asseco Resovia Rzeszów: Poręba, Louati, Demyanenko, Cebulj, Janusz, Butryn, Shoji (libero) oraz Nowak, Bucki, Vasina, Szalpuk, Zatorski, Potera (libero).

Aluron CMC Warta Zawiercie: Kwolek, Russell, Zniszczoł, Bołądź, Tavares, Bieniek, Popiwczak (libero) oraz Markiewicz, Ensing.

 

Autor: Zuzanna Żeleźnik

Źródło: informacja własna, fot. Plus Liga