To był mecz, który miał wszystko: prowadzenie 2:0, wielki powrót ZAKSY, tie-break z przewagą gości i ostatecznie triumf Energii Trefla Gdańsk. Gdańszczanie zagrali jeden z najbardziej charakternych meczów sezonu i – choć w pewnym momencie trzy punkty wymknęły im się z rąk – potrafili wrócić do gry i przechylić szalę na swoją korzyść. Tak emocjonującego starcia w ERGO Arenie dawno nie było.
Ostatni mecz 7. kolejki PlusLigi rozpoczął się od punktowego bloku Pawła Pietraszki, ale to ZAKSA szybciej złapała rytm. Gdańszczanie mieli problemy z dokładnością, a jedynym pewnym punktem na początku był Piotr Orczyk. Po błędzie Rafała Szymury Trefl odzyskał równowagę (8:8), a kiedy Alaksiej Nasevich odpalił asa serwisowego, gospodarze wyszli na prowadzenie 12:10. Seria bloków – najpierw Pietraszki, potem M’Baye – sprawiła, że przewaga urosła do 19:15. Tobias Brand dołożył swoje w ofensywie, a Orczyk domknął seta pewnym atakiem na 25:21.
Początek drugiej partii należał do ZAKSY – aktywny w bloku był Quinn Isaacson. Choć Trefl grał falami, Brand trzymał ofensywę przy życiu. Z czasem coraz częściej punktował też Igor Grobelny, wyrównując na 10:10. Set długo toczył się według schematu „punkt za punkt”. Dopiero w końcówce Trefl odskoczył na 18:15, zmuszając Andreę Giani’ego do reakcji. Urbanowicz próbował poderwać ZAKSĘ, jednak na przewagach zimną krew zachował Orczyk, kończąc partię 26:24. Gdańszczanie prowadzili 2:0 i byli o krok od kompletu punktów.
To, co ZAKSA zagrała w trzecim secie, było pokazem siły. Kamil Rychlicki i Igor Grobelny przejęli całkowicie kontrolę nad ofensywą gości. Po bloku Isaacsona i kolejnych akcjach Grobelnego było już 10:5 dla kędzierzynian. Trefl miał kłopoty z przyjęciem, a Worsley – z prowadzeniem gry przeciwko coraz bardziej rozpędzonej ZAKSIE. Gdańszczanie próbowali reagować zmianami, Schulz wniósł chwilowy impuls, ale przewaga rywali była zbyt duża. ZAKSA bez większych problemów zamknęła seta 25:19 i wróciła do meczu.
Rozpędzona ZAKSA nie zamierzała zwalniać. Gospodarze mieli ogromne problemy z blokiem przeciwnika – szczególnie mocno polowano na Nasevicha. Rychlicki i Szymura punktowali jak w transie, a Jakubiszak grał najlepszy fragment sezonu. Gdańsk próbował odpowiadać pojedynczymi akcjami Orczyka, ale różnica szybko urosła do sześciu punktów. Kiedy Trefl popełnił błąd w ataku, ZAKSA cieszyła się z doprowadzenia do tie-breaka – kolejny set 25:19 i mieliśmy remis 2:2.
Decydujący set zaczął się od gry na wyniszczenie. Orczyk i Brand toczyli zacięty pojedynek z Grobelnym i Rychlickim. Przy stanie 4:4 emocje rosły, ale po bloku Szymury ZAKSA odskoczyła na 11:7 i wydawało się, że nic jej tego meczu nie odbierze. A jednak. Trefl zachował chłodne głowy, a trybuny poniosły zespół. Nasevich kapitalnie ustawił zagrywkę, Orczyk kończył kolejne piłki, a przyjęcie kędzierzynian pękło. Gdańszczanie zdobyli osiem z ostatnich dziesięciu punktów tie-breaka, a mecz zakończył atak Orczyka z przechodzącej piłki – 15:13. ERGO Arena eksplodowała.
Energa Trefl Gdańsk vs ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:2
(25:21, 26:24, 19:25, 19:25, 15:13)
MVP: Piotr Orczyk
Energa Trefl Gdańsk: Pietraszko, Nasevich, Brand, Orczyk, M’Baye, Worsley, Koykka (libero) oraz Stępień, Kogut, Sobański, Schulz.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Isaacson, Grobelny, Rychlicki, Szymura, Urbanowicz, Jakubiszak, Fijałek (libero) oraz Rećko i Krawiecki.
Autor: Zuzanna Żeleźnik
Źródło: informacja własna, fot. Energa Trefl Gdańsk