Energa Trefl Gdańsk znów mistrzem tie-breaka! Alieksiej Nasevich show w zwycięstwie nad Wartą Zawiercie

Dziewiąta kolejka PlusLigi przyniosła w Gdańsku emocje, które kibice uwielbiają. Energa Trefl po raz kolejny wygrała pięciosetowy thriller, pokonując Aluron CMC Wartę Zawiercie 3:2 — i ponownie udowadniając, że pod presją gra jak natchniona. 

Pierwsza partia idealnie ułożyła się dla gospodarzy. Gdańszczanie weszli w mecz bardzo zdecydowanie, a od samego początku świetnie radził sobie Paweł Pietraszko, który zamykał kierunki i blokował Zawiercie już w pierwszych akcjach. Największy ciężar gry brał jednak na siebie Alieksiej Nasevich — kończył praktycznie każdą piłkę, a jego dynamiczne ataki z lewej strony ustawiały całego seta. Przy stanie 6:3 po raz kolejny huknął po prostej, a Michał Winiarski szybko musiał prosić o czas, bo przewaga Trefla zaczynała rosnąć. Po powrocie na boisko obraz gry się nie zmienił. Warta popełniała błędy, szczególnie w polu zagrywki, a Gdańsk tylko na tym korzystał. Przyjezdni nie potrafili zatrzymać gospodarzy w ataku, a autowy serwis Kwolka dał miejscowym wynik 10:6. W tym czasie do głosu doszedł również Piotr Orczyk — mocno zagrywał, pewnie kończył kontry i dokładał kolejne punkty, a gra Zawiercia wyglądała coraz bardziej nerwowo. Przy stanie 17:12 gdańszczanie zadali kolejny cios — tym razem asa posłał sam Nasevich. Popiwczak nie miał nic do powiedzenia, a przewaga urosła do pięciu „oczek”. W końcówce M’Baye dołożył skuteczną krótką, Orczyk poprawił z pipe’a, a zawiercianie nie mieli żadnych argumentów. Całą partię zamknął atak miejscowych po długiej wymianie — Trefl w pełni zasłużenie wygrał bardzo pewnie 25:16.

Druga partia miała zupełnie inny przebieg. Zawiercie od początku wyglądało pewniej, a Bołądź i Russell napędzali grę swojego zespołu. Tym razem nie było szybkiego odjazdu Trefla — zamiast tego oglądaliśmy wymiany punkt za punkt (3:3, 6:6, 9:9). Miejscowi nadal grali konsekwentnie, lecz przyjezdni poprawili serwis, dzięki czemu łatwiej ustawiali blok. Gdańszczanie utrzymywali rytm, głównie za sprawą duetu Nasevich–Orczyk, który wciąż brał na siebie większość ataku. Z kolei po stronie Zawiercia Bartosza Bołądzia doskonale wspierał Aaron Russell — Amerykanin prezentował się świetnie w każdym elemencie. Po autowym ataku Kwolka Trefl odskoczył na 21:19, ale przewaga była minimalna i bardzo nietrwała. Końcówka seta stała się prawdziwą wymianą ciosów. Raz jeden, raz drugi zespół miał punkt przewagi, lecz żadna ze stron nie potrafiła jej utrzymać. Gdańszczanie mieli piłkę setową przy stanie 24:23, a następnie 25:24, ale Warta obie szanse obroniła. Decydujący moment nadszedł przy 26:26 — wtedy Aaron Russell posłał asa serwisowego w rogu boiska, a piłka zatrzymała się idealnie na linii. Chwilę później Zawiercie zamknęło seta 27:25, wracając do meczu.

Trzecia odsłona to bardzo nierówny set obu drużyn. Początek ponownie należał do gospodarzy. Orczyk grał jak natchniony, Nasevich był nie do zatrzymania, a gdańszczanie prowadzili już 7:3. Winiarski natychmiast zareagował, biorąc czas, i to faktycznie odwróciło bieg wydarzeń — przyjezdni zaczęli odrabiać straty po błędach miejscowych, doprowadzając do wyniku 8:7. Od tego momentu obraz gry stał się bardzo szarpany. Zawiercie miało momenty świetnej gry, szczególnie gdy aktywował się Tavares i uruchamiał środek z Bieńkiem, ale zaraz po tym pojawiały się błędy. Gdańsk również nie grał już tak czysto jak wcześniej — popsute zagrywki i niedokładności w przyjęciu powodowały, że przewaga była minimalna. Przy stanie 18:17 dla Trefla bardzo ważny punkt zdobył Brand po ataku z lewego skrzydła, jednak zawiercianie znowu doprowadzili do remisu 22:22 po kolejnym dobrym serwisie Russella. Emocje sięgały zenitu, ale w kluczowych momentach to gospodarze wykazali się większą konsekwencją. Najpierw przyjęli trudną zagrywkę Bołądzia, a chwilę później M’Baye skończył kluczową krótką. Set zakończył się skutecznym atakiem Nasevicha — Trefl wygrał 25:23, wychodząc na prowadzenie 2:1.

Czwarta odsłona była całkowicie inna od poprzedniej. Zawiercie od samego początku narzuciło swoje tempo i zagrało najbardziej kompletną partię w całym meczu. Świetnie pracował serwis — szczególnie Tavares i Bieniek. Odrzut piłki od siatki zmuszał gospodarzy do grania wysokich piłek, a to idealnie ustawiało blok Jurajskich Rycerzy. Przy wyniku 7:3 dla przyjezdnych trener Sordyl wziął czas, jednak jego zespół nadal miał ogromne problemy z wyprowadzeniem ataku. Gdańszczanie byli kompletnie odcięci od środka siatki, a nawet dobrze grający dotychczas Nasevich miał trudności ze znalezieniem wolnej przestrzeni. Z kolei u zawiercian wszystko zaczęło działać — Bołądź, Russell i Bieniek dokładali punkty seriami, a przewaga rosła (14:7, 17:10). Trefl próbował jeszcze reagować, wpuszczając Koguta i Schulza, ale niewiele to zmieniło. Zawiercie kontrolowało końcówkę seta praktycznie bez wysiłku i pewnie wygrało 25:17, doprowadzając do tie-breaka.

Decydujący set rozpoczął się znakomicie dla gospodarzy. Tobias Brand od razu trafił dwa ważne ataki, a za chwilę Nasevich dołożył mocne uderzenie z lewej flanki — 4:1. Po stronie Zawiercia jedynym, który trzymał poziom, był Bołądź, ale jego pojedyncze akcje nie wystarczały. Przy wyniku 6:2 trener Winiarski poprosił o przerwę, co przyniosło chwilowy efekt — po dwóch udanych akcjach zawiercian zrobiło się tylko 6:5. To był jednak ich ostatni lepszy fragment w tym meczu. Od tego momentu Trefl wszedł na najwyższy poziom koncentracji. Nasevich ponownie był nie do zatrzymania — raz trafił wzdłuż linii, po chwili obił blok, a następnie dołożył bardzo trudny serwis, po którym rywal miał przebicie. Gdańszczanie grali fenomenalnie — pewnie, spokojnie i konsekwentnie. Po skutecznym pipe’ie Brandta było 12:7 i atmosfera w hali dosłownie eksplodowała. Ostatnie punkty to już pełna kontrola i świetna gra całej drużyny. Mecz zakończył się pewnym atakiem Orczyka na 15:9, a Trefl po raz kolejny udowodnił, że tie-breaki są ich specjalnością.

Energa Trefl Gdańsk vs Aluron CMC Warta Zawiercie 3:2

(25:16, 25:27, 25:23, 17:25, 15:9)

MVP: Alieksiej Nasevich

 

Energa Trefl Gdańsk: Pietraszko, Nasevich, Brand, Orczyk, M’Baye, Worsley, Koykka (libero) oraz Stępień, Schamlewski, Kogut, Sobański, Schulz.

Aluron CMC Warta Zawiercie: Kwolek, Russell, Zniszczoł, Bołądź, Tavares, Bieniek, Popiwczak (libero) oraz Nowosielski, Ensing, Łaba.

 

Autor: Zuzanna Żeleźnik

Źródło: informacja własna, fot. Plus Liga