Trefl Gdańsk kontynuuje kapitalną serię — wygrywając ze Skrą Bełchatów 3:0, dopisał do tabeli trzeci triumf z rzędu i po raz kolejny udowodnił, że w Ergo Arenie czuje się jak ryba w wodzie. Drużyna Mariusza Sordyla zagrała kompletny mecz: mocna zagrywka, stabilne przyjęcie, wysoka skuteczność w kontrach i ogromna cierpliwość w grze obronnej. Skra próbowała odpowiadać, momentami nawet mocno naciskała, ale gospodarze trzymali mecz w ryzach przez całe trzy sety.
Od pierwszych akcji było wiadomo, że czeka nas widowisko pełne długich wymian i potężnych zagrywek. Bełchatowianie rozpoczęli lepiej — w pierwszych akcjach wykorzystali błędy Trefla i prowadzili 3:1. Ale gdy tylko Piotr Orczyk posłał pierwszego asa, gospodarze złapali rytm i natychmiast doprowadzili do wyrównania (4:4). Od tego momentu Trefl zaczął przejmować inicjatywę. Orczyk utrzymywał potężną presję zagrywką, Moustapha M’Baye nakręcał atak pierwszym tempem, a bełchatowianie kompletnie nie potrafili odpowiedzieć. Największe problemy miał Daniel Chitigoi — jego kolejne niewymuszone błędy tylko napędzały gospodarzy. Kiedy Piotr Nowakowski zablokował atak Skry na 18:15, było jasne, że Trefl ma wszystko pod kontrolą. A końcówka? To już prawdziwy popis Tobiasa Branda. Niemiec wszedł na zagrywkę i… trzy asy z rzędu. Ergo Arena eksplodowała, a bełchatowianom pozostało jedynie patrzeć, jak set wymyka im się z rąk. Pierwszą partię gospodarze zamknęli niemal bez wysiłku — 25:17.
Trefl zaczął drugiego seta identycznie jak pierwszego — od mocnego akcentu. M’Baye i Orczyk ponownie rozbijali serwisem Skrę, co błyskawicznie dało wynik 5:1. W końcu jednak Chitigoi znalazł rytm: mocne zagrywki, odważne ataki i nagle Skra wróciła do gry (7:7). Gdy wydawało się, że Bełchatów złapał kontakt, pojawiły się… błędy własne. Dotknięcie siatki, popsuta zagrywka, aut po kontrze — Trefl nie musiał robić wiele, by znów odskoczyć. W okolicach półmetka gospodarze prowadzili już 13:7 i kontrolowali wydarzenia. Trener Stelmach postawił wtedy na Bartosza Krzyśka, który… zrobił różnicę. Wszedł pewnie, kończył trudne piłki, poprawił atak drużyny i poprowadził Skrę do fantastycznego zrywu: z 13:7 na 13:10, a potem już tylko punkt straty. Walka była wyrównana do samego końca. Skra wyrównała po bloku Szalachy, ale znów — w kluczowych akcjach górą był Trefl. Brand, Orczyk i M’Baye trzymali poziom, regularnie kończyli kontry, a bełchatowianie popełniali kolejne błędy, które odbierały im szanse na przełamanie. Set numer dwa — 25:22 dla gdańszczan.
Trzeci set był najbardziej wyrównany i najbardziej nerwowy. Od początku zespoły grały punkt za punkt (2:2, 6:6), a tempo meczu tylko rosło. Swoje show zaczął urządzać Voitto Köykka — libero Trefla latał po parkiecie, bronił niemożliwe piłki, frustrując bełchatowian raz za razem. W emocjonalnej atmosferze żółtą kartkę zobaczył nawet Orczyk po spornej decyzji sędziów. Bełchatowianie wykorzystali kilka błędów gospodarzy i pierwszy raz od dawna wyszli na prowadzenie po „czapie”, którą dostał Nasiewicz (10:9). Jednak Trefl odpowiedział spokojnie. Po autowej kiwce Pothrona znów prowadził, a Skra coraz bardziej męczyła się na zagrywce — kolejne serwisy lądowały w siatce. Od stanu 16:16 obie drużyny próbowały przejąć kontrolę, a Łomacz częściej angażował środek — Szalacha i Lemański dawali punkty, które na moment dały Skrze przewagę 21:19. A potem… na zagrywkę wszedł Tobias Brand. To był wyrok. Najpierw wyrównał wynik, potem ustawił gospodarzy w idealnej pozycji, aż w końcu — asem serwisowym zakończył całe spotkanie. Trzy sety, trzecia domowa wygrana z rzędu, i wciąż niepokonani u siebie.
Energa Trefl Gdańsk vs PGE GiEK Skra Bełchatów 3:0
(25:17, 25:22, 25:21)
MVP: Tobias Brand
Energa Trefl Gdańsk: Nowakowski, Nasevich, Brand, Orczyk, M’Baye, Worsley, Koykka (libero) oraz Kogut, Sobański, Schulz.
PGE GiEK Skra Bełchatów: Żakieta, Lemański, Pothron, Łomacz, Szalacha, Chitigoi, Szymura (libero) oraz Krzysiek, Kędzierski (libero), El Graoui.
Autor: Zuzanna Żeleźnik
Źródło: informacja własna, fot. Plus Liga