Puchar CEV: JSW Jastrzębski Węgiel o krok od 1/8 finału!

JSW Jastrzębski Węgiel zaliczył udany debiut w tegorocznej edycji Pucharu CEV. Polacy wywieźli z Węgier cenne zwycięstwo 3:1, choć gospodarze nie zamierzali łatwo oddać pola. Mecz pełen był zwrotów akcji, mocnych zagrywek, serii punktowych i momentów, w których to MAV Elore Foxconn Szekesfehervar wprowadzał w zakłopotanie faworytów. Ostatecznie jednak klasa Plus Ligowców była widoczna, a rewanż w Jastrzębiu powinien być formalnością.

Pierwsze piłki pokazały, że gospodarze nie zamierzają wyjść na parkiet jedynie po to, by „odrobić mecz”. Z wielką energią wszedł w mecz Karim Slaibe, który od początku wykorzystywał każdą niedokładność w obronie Jastrzębia. MAV grał szybko, agresywnie i co najważniejsze — bardzo pewnie w pierwszym kontakcie. Kiedy rozgrywający Vilmos Szabo zaczął regularnie uruchamiać środek, a Peter Eke pewnie kończył krótkie, gospodarze odskoczyli już na 9:7. Jastrzębianie mieli swoje problemy. Miran Kujundzić miał kłopoty z wejściem w mecz, a MAV mocno naciskał go zagrywką. Gospodarze poszli za ciosem — as Rediego Bakiriego i przewaga MAV urosła do pięciu punktów (14:9). Trener Andrzej Kowal nie czekał — natychmiast przerwa. Dopiero wejście w pole zagrywki Łukasza Kaczmarka odmieniło obraz seta. Dwa potężne, kierunkowe serwisy kompletnie rozbiły przyjęcie MAV i przewaga zaczęła topnieć. Gdy robiło się gorąco, sygnał do ataku dał Jordan Zaleszczyk — jego as na 23:22 był momentem przełomowym. Końcówka była grą nerwów, wymianą ciosów w systemie blok–obrona, ale to jastrzębianie wytrzymali tempo. Po autowym ataku gospodarzy i spokojnym dokończeniu akcji zakończyli tę część gry wynikiem 26:24.

Porażka w takiej końcówce mogła złamać niejedną drużynę, ale nie MAV. Gospodarze wyszli na drugiego seta z jeszcze większą determinacją. Już od początku szarpał zagrywką Slaibe, a Szabo prowadził grę niezwykle płynnie. MAV budował akcje długie, cierpliwe i przemyślane — i to zaczęło przynosić efekty. Jastrzębie wpadło w chaos: niedokładne przyjęcie, problemy w komunikacji, a do tego błąd za błędem. Węgrzy grali odważnie środkiem — Eke raz po raz trafiał między rękami bloku. Bakiri kapitalnie radził sobie nawet w sytuacyjnych piłkach, a Szabo wykorzystywał jego wysoką skuteczność. Przy stanie 13:7 dla MAV trener Kowal próbował ratować sytuację podwójną zmianą, ale przewaga gospodarzy była zbyt duża. Jastrzębie próbowało szarpać, jednak każdy punkt był okupiony ogromnym wysiłkiem. W samej końcówce show skradł Marcell Pesti — pewny w ataku, aktywny na zagrywce, dynamiczny w obronie. To on postawił kropkę nad „i”, doprowadzając do wyrównania w setach (25:17). MAV wrócił do gry z przytupem.

Trener Kowal podjął ważną decyzję — rozpoczął trzecią partię z Nicolasem Szerszeniem, który znakomicie ożywił ofensywę JSW. Efekt był natychmiastowy. Jastrzębianie złapali płynność w ataku, a przede wszystkim zaczęli potężnie zagrywać. Kapitalną serię zanotował Michał Gierżot — nie tylko odrzucił rywali od siatki, ale momentami całkowicie demolował ich przyjęcie. MAV wyglądał tak, jakby został zupełnie odcięty od ofensywnych rozwiązań. Szabo biegał za piłkami, które praktycznie nie dawały żadnych możliwości rozegrania. JSW działał jak perfekcyjna maszyna: Toniutti prowadził grę z zegarmistrzowską precyzją, środek funkcjonował wzorowo, a blok jastrzębian punktował niemal przy każdej dłuższej akcji. Po kolejnym asie Gierżota wynik brzmiał 23:10, a MAV wyglądał na całkowicie bezradny. Set zakończył się po potężnym bloku — 25:13. Różnica klas była w tej odsłonie ogromna.

Czwarta partia była najbardziej „siatkarska” w całym meczu — długa, fizyczna i z wieloma efektownymi akcjami po obu stronach. MAV próbował jeszcze raz poderwać kibiców — Pesti atakował po skosie z ogromną pewnością, Bakiri grał na znakomitej skuteczności i to gospodarze jako pierwsi odskoczyli na 6:4. Jastrzębianie jednak nie dali się wybić z rytmu. Kaczmarek wrócił do swojej najlepszej gry, Usowicz dorzucił ważny blok, a Granieczny po raz kolejny błysnął w obronie. Gdy JSW uzyskał prowadzenie 17:13, MAV zaczęło tracić pewność, a trener gospodarzy musiał brać kolejne przerwy. Końcówka to już kontrola ze strony jastrzębian — solidny blok, pewne sideouty i brak nerwowości. Chociaż Bakiri jeszcze próbował podtrzymać gospodarzy przy życiu, wszystko pogrzebał atak Pestiego w aut. Jastrzębie zamknęło seta 25:18 i cały mecz 3:1.

MAV Elore Foxconn Szekesfehervar – JSW Jastrzębski Węgiel 1:3

(24:26, 25:17, 13:25, 18:25)

 

MAV Elore Foxconn Szekesfehervar: Szabo, Eke, Bakiri, Pesti, Slaibe, Kecsemeti, Takacs (libero) oraz Ambrus, Bandi, Szentesi, Varga.

JSW Jastrzębski Węgiel: Kaczmarek, Toniutti, Kujundzić, Zaleszczyk, Gierżot, Usowicz, Granieczny (libero) oraz Lorenc, Szerszeń, Brehme, Kufka, Tuaniga.

 

Autor: Zuzanna Żeleźnik

Źródło: informacja własna, fot. JSW Jastrzębski Węgiel