11 kolejka PlusLigi zakończyła się starciem, które od tygodni elektryzowało siatkarską Polskę. Po jednej stronie siatki — PGE Projekt Warszawa, drużyna pewna, stabilna i rozpędzona jak nigdy. Po drugiej — ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, legenda polskiej siatkówki, ale w tym sezonie cierpiąca na brak rytmu i ciągłość formy. Mecz miał być próbą odpowiedzi na jedno pytanie: czy ZAKSA jest jeszcze w stanie nawiązać walkę z najmocniejszymi? Warszawska hala od pierwszej piłki kipiała emocjami, a Projekt odwdzięczył się kibicom widowiskiem, które chwilami wyglądało jak starcie drużyn z dwóch różnych planet. Choć ZAKSA przegrywała 0:2, jeszcze raz pokazała charakter i urwała seta, lecz finalnie nic nie zatrzymało gospodarzy, którzy zagrali jedną z najbardziej kompletnych partii w tym sezonie.
Pierwszy set od początku miał wysoki poziom intensywności — obie drużyny już w pierwszych akcjach wymieniały się mocnymi otwarciami, a linia 9 metra pracowała niemal bez przerwy. Projekt rozpoczął agresywnie, a Jakub Kochanowski praktycznie natychmiast zaznaczył swoją obecność na siatce — raz blokiem, raz atomowym atakiem z krótkiej. ZAKSA próbowała odbudować rytm, lecz szybko pojawił się pierwszy problem: brak stabilnego przyjęcia. Gdy Bartosz Bednorz dwukrotnie zatrzymał rywali blokiem, gospodarze odskoczyli na 9:5, a trener Andrea Giani natychmiast poprosił o czas. Po przerwie kędzierzynianie faktycznie złapali oddech. Konrad Stajer zagrał najlepszą serię w całym meczu, wprowadzając ZAKSĘ z powrotem do gry — najpierw udany atak, potem trudna zagrywka, którą rywale tylko przebijali. ZAKSA przejęła prowadzenie 16:14, a gra na moment zaczęła przypominać wyrównany bój sprzed lat. Jednak końcówka pokazała prawdziwą siłę Projektu. Linus Weber dostał piłkę w najtrudniejszych momentach i każdą zamieniał na punkt. Gdy do tego dołożył Jurij Semeniuk, atakując w idealnym tempie na czystej siatce, stołeczni domknęli set 25:23, mimo że przez chwilę byli pod ścianą. Warszawa prowadzi 1:0 — i było jasne, że nie zamierza dziś oddawać inicjatywy.
To, co Projekt zrobił na początku drugiego seta, wyglądało jak demonstracja siły. Najpierw Jan Firlej posłał asa serwisowego, potem Weber dwukrotnie zagrał „po prostej”, odrzucając ZAKSĘ od siatki tak daleko, że nie była w stanie wejść w żadne tempo. Efekt? 5:0 po kilku minutach gry. ZAKSA wyglądała na całkowicie odciętą. Isaacson próbował ratować akcje kiwkami, ale przyjęcie było w rozsypce. Jedynym zawodnikiem, który utrzymywał poziom ofensywy, był Kamil Rychlicki, zmuszony do kończenia praktycznie każdej drugiej piłki. Projekt kontrolował dosłownie wszystko: tempo, blok, wybór kierunków, przechodzące piłki. Po punktach Kochanowskiego i Webera zrobiło się 18:12, a przewaga mogła być jeszcze większa, gdyby nie kilka drobnych błędów taktycznych. Bednorz dołożył swoje — bombą z lewego skrzydła zakończył partię 25:16. Set bez historii, za to z bardzo silnym sygnałem: Projekt Warszawa grał siatkówkę na poziomie TOP 3 Europy.
Trzecia partia zaczęła się tak, jak poprzednia mogłaby sugerować — Projekt na fali, ZAKSA w kryzysie. Ale po raz pierwszy tego wieczoru goście wyglądali, jakby przestali grać tylko reakcją. Isaacson uspokoił rozegranie, a Jakub Szymański zaczął przejmować część odpowiedzialności w ataku, wspierając osamotnionego Rychlickiego. Gra punkt za punkt trwała długo — 5:5, 9:9, 12:12 — aż wreszcie swój moment miał Rafał Szymura, posyłając dwa asy serwisowe i odrzucając Projekt od siatki na dobre. Warszawiacy w tym secie pierwszy raz zgubili rytm — przyjęcie zaczęło szwankować, a Weber nie miał już tak komfortowych warunków jak wcześniej. Kluczowa okazała się zmiana — Mateusz Rećko dał ZAKSIE nie tylko punkty, ale przede wszystkim świeżą energię. ZAKSA wreszcie miała trzy opcje ofensywne, a nie jedną. Mimo kontry Bednorza w końcówce, goście byli w gazie. Rychlicki wykończył najważniejszą akcję seta, a ZAKSA wygrała 25:21, przedłużając swoje szanse. 2:1 — mecz znów żył, a atmosfera w hali była elektryczna.
Warszawianie weszli w czwartego seta z jasnym zamysłem: skończyć to tutaj i teraz. Bednorz już w pierwszych akcjach sygnalizował, że wchodzi na swoje MVP-tempo — najpierw punktowy blok, potem atomowy atak, a chwilę później perfekcyjnie umiejscowiony plas w narożnik. ZAKSA próbowała odpowiedzieć — krótki przebłysk dał Igor Grobelny, trafiając asem — ale Projekt prowadził grę absolutnie pewnie. Wyniki 12:7, potem 15:11 były odzwierciedleniem totalnej kontroli. W pewnym momencie ZAKSA zbliżyła się po raz ostatni, łapiąc kontakt na dwa oczka. Jednak zamiast nerwów, Projekt zaprezentował serię najdojrzalszych akcji meczu. Firlej idealnie czytał blok, Bednorz kończył z każdej pozycji, a Weber zamknął wszystko potężnym atakiem na 25:20. Mecz zakończony. Hala eksplodowała. Projekt wygrał hit 3:1 — i zrobił to w kapitalnym stylu.
PGE Projekt Warszawa vs ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1
(25:23, 25:16, 21:25, 25:20)
MVP: Bartosz Bednorz
PGE Projekt Warszawa: Kochanowski, Firlej, Tillie, Semeniuk, Bednorz, Weber, Wojtaszek (libero) oraz Gomułka, Kozłowski.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Isaacson, Grobelny, Stajer, Rychlicki, Szymański, Jakubiszak, Fijałek (libero) oraz Rećko, Szymura, Krawiecki.
Autor: Zuzanna Żeleźnik
Źródło: informacja własna, fot. Plus Liga