Puchar Polski (M): Resovia bezlitosna dla faworyta. Rzeszowianie w finale!

Drugi półfinał Pucharu Polski siatkarzy zapowiadał się jako wielki test dla PGE Projektu Warszawa. Stołeczny zespół, który czwarty rok z rzędu meldował się w najlepszej czwórce rozgrywek, tym razem chciał przełamać złą passę i sięgnąć po upragniony awans do finału. Naprzeciwko stanęła jednak doskonale dysponowana Asseco Resovia Rzeszów, która od pierwszych piłek spotkania pokazała ogromną dojrzałość, chłodną głowę w końcówkach i bez większych wahań zameldowała się w decydującym meczu turnieju.

Premierowa partia rozpoczęła się bardzo wyrównanie. Obie drużyny długo grały punkt za punkt, a żadna nie była w stanie wypracować wyraźnej przewagi. Jako pierwsi na dwupunktowe prowadzenie wyszli Rzeszowianie, którzy po skutecznych atakach Karola Butryna i dobrej pracy blokiem prowadzili 6:4. Projekt Warszawa szybko jednak odrobił straty, a świetny fragment zanotował Bartosz Bednorz, który w kontrze doprowadził do zmiany lidera (9:8). Warszawianie przez chwilę kontrolowali wydarzenia na boisku i po kolejnej skutecznej akcji Bednorza odskoczyli na 14:12. Wtedy jednak do głosu doszła zagrywka Asseco Resovii. Mocny serwis Danny’ego Demyanenko wybił Projekt z rytmu i doprowadził do remisu po 16. Od tego momentu gra rozpoczęła się na nowo, a napięcie wyraźnie rosło. Kluczowe akcje należały do Rzeszowian. Przy stanie 22:20 Resovia włączyła wyższy bieg, prezentując większą cierpliwość i skuteczność w ofensywie. Do piłki setowej doprowadził Klemen Cebulj, a chwilę później Słoweniec asem serwisowym zakończył pierwszą partię, dając swojej drużynie prowadzenie 1:0.

Drugi set lepiej otworzył Projekt Warszawa. Pojedynczy blok Karola Kłosa oraz dobra gra w ataku pozwoliły stołecznym objąć prowadzenie 7:4. Resovia jednak szybko odpowiedziała, a za sprawą skutecznego bloku i zagrywki Cebulja odwróciła losy tej odsłony, wychodząc na prowadzenie 9:8. Chwilę później role znów się odwróciły. Dobrą serię w polu serwisowym zanotował Jan Firlej, co pozwoliło Projektowi ponownie objąć inicjatywę (12:9). Podopieczni Tommiego Tiilikainena nie potrafili jednak utrzymać przewagi. Resovia konsekwentnie odrabiała straty, a po skutecznym bloku Mateusza Poręby na tablicy wyników pojawił się remis po 15. W końcówce po raz kolejny zadecydowała jakość w ataku. Klemen Cebulj wziął na siebie odpowiedzialność i przy stanie 20:18 przechylił szalę na stronę Rzeszowian. Swoje dokładał również Karol Butryn, którego mocne uderzenia pozwoliły Resovii zbudować bezpieczną zaliczkę (22:19). Rzeszowianie nie wypuścili już tej przewagi z rąk, a drugą partię zakończył błąd Projektu w polu zagrywki.

Trzecia partia rozpoczęła się niemal identycznie jak dwie poprzednie. Gra toczyła się punkt za punkt, a żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć na więcej niż jedno–dwa „oczka” (6:6). W TAURON Arenie nie brakowało widowiskowych akcji, długich wymian i efektownych bloków, ale pojawiały się również błędy, które sprawiały, że wynik przez długi czas oscylował wokół remisu (14:14). Projekt Warszawa spróbował odmienić losy spotkania, sięgając po podwójną zmianę. Na boisku pojawił się Bartosz Gomułka, który od razu zaznaczył swoją obecność imponującym atakiem, doprowadzając do remisu 16:16. Resovia jednak po raz kolejny pokazała ogromną odporność psychiczną. W decydującym momencie zagrała skutecznie blokiem i wyszła na prowadzenie 22:20. Jeszcze raz odpowiedział Jurij Semeniuk, posyłając mocny serwis, po którym był remis 22:22. Końcówka należała jednak do Rzeszowian. Absolutnie widowiskową wymianę zakończył Karol Butryn, dając swojej drużynie piłkę meczową. W kolejnej akcji Asseco Resovia przypieczętowała awans do finału po szczęśliwej, ale skutecznej interwencji w obronie, kończąc spotkanie bez straty seta.

PGE Projekt Warszawa vs Asseco Resovia Rzeszów 0:3

(21:25, 22:25, 22:25)

MVP: Marcin Janusz

 

PGE Projekt Warszawa: Firlej, Weber, Semeniuk, Kłos, Bednorz, Tillie, Wojtaszek (libero) oraz Gomułka, Kozłowski.

Asseco Resovia Rzeszów: Janusz, Butryn, Demyanenko, Poręba, Szalpuk, Cebulj, Zatorski (libero) oraz Louati, Bucki, Shoji.

 

Autor: Zuzanna Żeleźnik

Źródło: informacja własna, fot. Plus Liga