LM (M): Sporting Lizbona rozbity w Rzeszowie

W 3. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów Asseco Resovia Rzeszów podejmowała Sporting Lizbona. Choć nazwa portugalskiego klubu robi wrażenie w świecie futbolu, to na siatkarskim parkiecie nie było miejsca na sentymenty. Rzeszowianie od pierwszej do ostatniej piłki w pełni kontrolowali spotkanie i pewnie wygrali 3:0, zapisując na swoim koncie kolejne zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

Pierwszy set rozpoczął się od prawdziwego uderzenia gospodarzy. Po skutecznych atakach Jakuba Buckiego Resovia błyskawicznie objęła prowadzenie 4:0. Chwilę później asa serwisowego dołożył Klemen Cebulj i zrobiło się 6:1. Sporting miał ogromne problemy z przyjęciem, a osamotniony Mads Jensen nie był w stanie samodzielnie poderwać zespołu do walki. Przewaga rzeszowian rosła z każdą akcją. Po kolejnym asie Danny’ego Demyanenki tablica wyników pokazywała już 12:2. Goście nie potrafili znaleźć rytmu, a różnica punktowa na dystansie tylko się pogłębiała – 16:6, 20:8. W końcówce świetnie spisywał się Cezary Sapiński, a pierwszą partię pewnym atakiem zamknął Yacine Louati – 25:9.

Drugi set przyniósł nieco więcej emocji. Sporting odważniej wszedł w partię i postawił wszystko na jedną kartę. Po asie Jensena Portugalczycy prowadzili 6:3, a na środku coraz lepiej radził sobie Jonas Aguenier. Do ofensywy włączył się także Kelton Tavares, a po kilku długich akcjach goście utrzymywali minimalną przewagę – 10:9, 14:12. Resovia zachowała jednak spokój. Punkt po punkcie zaczęła odrabiać straty, a liderem zespołu był Yacine Louati. Po asie serwisowym Cebulja na tablicy pojawił się remis 19:19. Od tego momentu inicjatywa była już po stronie gospodarzy. Błąd w rozegraniu Sergieya Grankina dał Resovii piłkę setową, a chwilę później Jakub Bucki skutecznie zakończył drugą odsłonę – 25:23.

Porażka w końcówce drugiego seta wyraźnie podcięła skrzydła zespołowi z Lizbony. Trzecia partia znów przebiegała pod dyktando rzeszowian. Po bloku Yacine’a Louatiego na Lourenco Martinsie gospodarze prowadzili 7:2. Marcin Janusz swobodnie rozgrywał piłki, często korzystając z Mateusza Poręby na środku. Sporting popełniał kolejne błędy, a frustracja była widoczna także na ławce trenerskiej. Mimo prób rotacji składem i wejścia Edsona Valencii, wynik szybko uciekł – 13:5, 17:10. Resovia nie zwalniała tempa, kontrolując grę w każdym elemencie. Ostatni punkt meczu padł po błędzie własnym jednego z zawodników Sportingu, co przypieczętowało zwycięstwo gospodarzy – 25:18.

Asseco Resovia Rzeszów vs Sporting Lizbona 3:0

(25:9, 25:23, 25:18)

MVP: Yacine Louati

 

Asseco Resovia Rzeszów: Louati, Bucki, Demyanenko, Cebulj, Janusz, Sapiński, Shoji (libero) oraz Poręba, Nowak, Graham, Zatorski, Potera (libero).

Sporting Lizbona: Grankin, Semedo, Aguenier, Pokerśnik, Jensen, Garcia, Perren (libero) oraz Militao, Valencia, Galabov, Velazquez, Cruz (libero). 

 

Autor: Zuzanna Żeleźnik

Źródło: informacja własna, fot. Asseco Resovia Rzeszów