Reprezentacja Polski ponownie na szczycie Europy! Biało-Czerwoni w wielkim finale mistrzostw Europy 2026 pokonali w Mediolanie Francję 3:1 (31:29, 25:19, 20:25, 25:16) i obronili tytuł wywalczony trzy lata wcześniej. Podopieczni Nikoli Grbicia przetrwali niezwykłą walkę w pierwszym secie, w drugim całkowicie zdominowali rywali, a po przegranej trzeciej partii odpowiedzieli koncertową grą w czwartej. Złoty medal oznacza dla Polaków także bezpośrednią kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku.
Finał w mediolańskim Unipol Forum był starciem dwóch reprezentacji, które w ostatnich latach należały do ścisłej światowej czołówki. Polska przystępowała do niego jako obrońca tytułu mistrza Europy, natomiast Francuzi mieli już na koncie między innymi olimpijskie sukcesy. Stawka sobotniego wieczoru była przy tym podwójna – zwycięzca nie tylko zostawał mistrzem Europy, ale zapewniał sobie również udział w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku.
Biało-Czerwoni do finału dotarli po bardzo przekonującym przejściu fazy pucharowej. Najpierw pokonali 3:0 Łotwę, następnie w takim samym stosunku Niemcy, a w półfinale również bez straty seta rozprawili się ze Słowenią. Francuzi w 1/8 finału pokonali Portugalię 3:0, później wyeliminowali Rumunię, a w półfinale zatrzymali największą rewelację turnieju – Finlandię, zwyciężając 3:1.
Wcześniej w sobotę Finowie napisali ostatni rozdział swojej niezwykłej historii. Pokonali Słowenię 3:0 i zdobyli pierwszy medal mistrzostw Europy w historii. Wieczorem cała uwaga przeniosła się jednak na Polskę i Francję. Stawką były złoto oraz bilet do Los Angeles.
Już pierwszy set pokazał, że finał może być jednym z najbardziej emocjonujących spotkań całego turnieju. Francuzi rozpoczęli od niewielkiej przewagi, ale Polacy szybko odpowiedzieli. Bardzo dobrze funkcjonowała współpraca Marcina Komendy ze środkowymi, a Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański skutecznie wykorzystywali dobre przyjęcie. Do tego Wilfredo Leon zaczął wywierać ogromną presję zagrywką. Trzy asy reprezentanta Polski pozwoliły Biało-Czerwonym przejąć inicjatywę – 5:3, 9:7, 13:11. W połowie seta podopieczni Nikoli Grbicia nadal mieli dwa punkty przewagi – 16:14 – ale Francuzi nie pozwalali im odskoczyć. Mathis Henno wykorzystał kontrę i Trójkolorowi zaczęli odwracać sytuację – 18:17, 21:20. Przy stanie 23:23 Polacy obronili atak Trevora Clevenota, ale chwilę później Bartłomiej Bołądź dotknął siatki i pierwszą piłkę setową mieli Francuzi – 24:23. Antoine Brizard zepsuł jednak zagrywkę i rozpoczęła się niezwykle nerwowa gra na przewagi. Francuzi mieli kolejne okazje do zakończenia partii, a po jednym z ataków Lemańskiego zaczęli nawet świętować zwycięstwo. Wideoweryfikacja wykazała jednak dotknięcie siatki po francuskiej stronie i set trwał dalej. Od tego momentu role zaczęły się odwracać. Teraz to Polska otrzymywała szanse na zamknięcie partii, ale Francuzi długo się bronili. Dopiero przy stanie 30:29 Biało-Czerwoni postawili kropkę nad „i”. Ostatnią akcję zakończył Bartłomiej Bołądź, a Polska po czterdziestominutowej wojnie wygrała 31:29. Ogromne znaczenie miały blok oraz zagrywka – w premierowej partii Polacy zanotowali cztery punktowe bloki, a sam Leon trzy razy punktował bezpośrednio z pola serwisowego.
Po tak wyczerpującej pierwszej partii można było spodziewać się kolejnej wyrównanej walki. Stało się jednak dokładnie odwrotnie. Polska rozpoczęła drugiego seta znakomicie i niemal natychmiast narzuciła rywalom własne warunki – 2:0, 4:1, 7:2. Biało-Czerwoni świetnie bronili, skutecznie blokowali i przede wszystkim bardzo dobrze wykorzystywali kolejne kontry. Marcin Komenda mógł swobodnie korzystać ze wszystkich stref, a szczególnie dobrze funkcjonował środek. Po ataku Bartłomieja Lemańskiego z przechodzącej piłki zrobiło się 9:3, a chwilę później polski środkowy dołożył asa. Gdy Théo Faure pomylił się w ataku, przewaga wzrosła do 12:4. Francuzi byli kompletnie wybici z rytmu. Polska nie zwalniała – 13:5, 17:7 – i w pewnym momencie miała już dziesięć punktów przewagi. Lemański był jednym z najważniejszych zawodników na boisku, a świetnie funkcjonowała cała polska drużyna: od przyjęcia, przez rozegranie, po atak i blok. Przy stanie 18:9 sytuacja Francuzów była niezwykle trudna. Trójkolorowi w końcówce podjęli jeszcze większe ryzyko na zagrywce i zdołali nieco zmniejszyć dystans, ale wynik seta ani przez chwilę nie był realnie zagrożony. Polska spokojnie doprowadziła partię do końca, zwyciężyła 25:19 i prowadziła w finale już 2:0. Do obrony mistrzowskiego tytułu brakowało jednego seta.
Mistrzowie olimpijscy nie zamierzali jednak kończyć finału w trzech partiach. Francuzi wyszli na trzeciego seta zdecydowanie bardziej agresywnie i od pierwszych akcji zaczęli budować przewagę – 2:0, 4:1, 7:3. Role odwróciły się niemal dokładnie w stosunku do poprzedniej odsłony. Teraz to Biało-Czerwoni mieli problemy z utrzymaniem regularności, a Francja coraz pewniej wykorzystywała swoje okazje. Przy stanie 11:4 dla Trójkolorowych Nikola Grbić musiał szukać sposobu na zmianę obrazu gry. Na boisku pojawił się między innymi Kamil Semeniuk i jego wejście pomogło Polakom złapać lepszy rytm. Biało-Czerwoni zaczęli odrabiać straty i zbliżyli się do 10:13, dając sobie nadzieję na powrót do seta. Francuzi nie pozwolili jednak na więcej. Ponownie odskoczyli, w połowie partii prowadzili 16:11, a później zwiększyli dystans do 21:14. Dobrze funkcjonował ich blok, którym czterokrotnie punktowali w tej odsłonie, a jednocześnie popełniali mniej błędów niż wcześniej. Polska próbowała jeszcze zmniejszyć różnicę, ale tym razem nie była w stanie doprowadzić do nerwowej końcówki. Francja wygrała 25:20 i przedłużyła finał. Po trzech setach Biało-Czerwoni nadal prowadzili 2:1, ale rywale wyraźnie pokazali, że nie zamierzają oddać złota bez walki.
Czwarta odsłona miała odpowiedzieć na pytanie, czy Francuzi wykorzystają odzyskaną pewność siebie, czy Polska szybko odzyska kontrolę. Biało-Czerwoni od pierwszych piłek pokazali, że słabszy trzeci set był tylko chwilowym kryzysem. Rozpoczęli bardzo dobrze – 4:1, 6:3 – choć Francja jeszcze raz poderwała się do walki i zmniejszyła stratę do jednego punktu – 6:5. Przez moment wydawało się, że finał ponownie może wejść w fazę walki punkt za punkt, ale Polska nie pozwoliła rywalom rozwinąć skrzydeł. Po autowym ataku Antoine’a Brizarda zrobiło się 10:7, a następne akcje coraz mocniej przybliżały Biało-Czerwonych do złota. Polacy wrócili do skutecznej zagrywki, bardzo dobrze pracowali w bloku i obronie, a Komenda ponownie mógł prowadzić zróżnicowaną grę. Przewaga rosła – 12:8, 15:9. Francuzi próbowali jeszcze odpowiadać, ale tym razem nie byli już w stanie zatrzymać rozpędzonego zespołu Nikoli Grbicia. Przy stanie 19:12 polscy kibice mogli coraz śmielej myśleć o obronie mistrzostwa Europy. Biało-Czerwoni nie zamierzali dopuścić do żadnych nerwów. Odskoczyli na 23:14 i mieli już pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Ostatnie akcje były tylko dopełnieniem znakomitego występu. Polska wygrała 25:16, a cały finał 3:1. Biało-Czerwoni mogli rozpocząć wielkie świętowanie – ponownie zostali mistrzami Europy.
Polska znów najlepsza w Europie!
Triumf w Mediolanie oznacza, że reprezentacja Polski obroniła tytuł mistrza Europy zdobyty w 2023 roku. Biało-Czerwoni ponownie przeszli przez najważniejszą część turnieju w znakomitym stylu i w decydującym meczu pokonali jednego z największych rywali ostatnich lat.
Finał pokazał przy tym kilka twarzy polskiego zespołu. W pierwszym secie podopieczni Nikoli Grbicia musieli przede wszystkim wytrzymać presję. Francuzi jako pierwsi mieli piłkę setową i później otrzymywali kolejne szanse, ale Polska potrafiła przetrwać krytyczne momenty i zwyciężyć 31:29. Druga odsłona była już demonstracją siły – przewaga sięgała dziesięciu punktów, a rywale przez długi czas nie mieli odpowiedzi na grę Biało-Czerwonych.
Trzeci set przypomniał, że po drugiej stronie siatki stoi zespół najwyższej klasy. Francja zdecydowanie poprawiła blok i od początku zbudowała przewagę. Najważniejsza była jednak reakcja Polaków. Zamiast pozwolić rywalom rozpędzić się w całym meczu, w czwartej odsłonie natychmiast wrócili do poziomu prezentowanego wcześniej. Od stanu 6:5 zaczęli systematycznie powiększać przewagę, a końcówka była już popisem mistrzów Europy.
Jednym z najważniejszych elementów polskiej gry był środek. Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak byli regularnie uruchamiani przez Marcina Komendę i szczególnie w pierwszej części spotkania sprawiali Francuzom ogromne problemy. Wielką bronią pozostawała także zagrywka Wilfredo Leona, który już w pierwszym secie trzykrotnie punktował bezpośrednio serwisem. Ważne było również to, że Nikola Grbić mógł korzystać z rezerwowych – między innymi wejście Kamila Semeniuka pomogło drużynie w trudnym trzecim secie.
W całym spotkaniu Polska zdobyła więcej punktów blokiem i zagrywką, ale przede wszystkim potrafiła zdecydowanie lepiej rozegrać kluczowe fragmenty finału. Biało-Czerwoni wygrali łącznie 101 akcji przy 89 punktach Francji.
Złoto i bilet na igrzyska olimpijskie
Stawka finału była większa niż sam tytuł mistrza Europy. Zwycięzca spotkania otrzymywał również bezpośrednią kwalifikację na Letnie Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku.
Polacy wykonali więc podczas jednego wieczoru dwa ogromne zadania. Obrona mistrzostwa Europy oznacza, że pozostają na kontynentalnym tronie, a jednocześnie na dwa lata przed igrzyskami mają już zapewniony udział w najważniejszej imprezie czterolecia.
To również znakomite zwieńczenie turnieju, w którym Biało-Czerwoni przez większość czasu prezentowali niezwykłą regularność. Jedyną porażkę ponieśli jeszcze w fazie grupowej z Bułgarią 2:3, kiedy mieli już zapewnione pierwsze miejsce. W fazie pucharowej najpierw bez straty seta wyeliminowali Łotwę, Niemcy i Słowenię. Dopiero Francja w finale zdołała odebrać im jedną partię.
Najważniejsze rozstrzygnięcie pozostało jednak bez zmian. Polska ponownie jest mistrzem Europy.
Polska – Francja 3:1
(31:29, 25:19, 20:25, 25:16)
Polska: Komenda, Bołądź, Leon, Fornal, Lemański, Jakubiszak, Granieczny (libero) oraz Semeniuk, Szalpuk, Firlej, Nowak, Śliwka, Sasak.
Francja: Brizard, Faure, Clevenot, Henno, Huetz, Magnin oraz Boyer, Duflos-Rossi, Pothron, Gueye, Iyegbekedo.
Autor: Zuzanna Żeleźnik
Źródło: CEV, PZPS, informacja własna, fot. Radio Szczecin
