Rozwój młodych zawodników to jeden z najciekawszych aspektów współczesnej siatkówki. To właśnie na tym etapie kształtują się nie tylko umiejętności techniczne, ale również mentalność, podejście do pracy i świadomość sportowa. Piotr Pilarz to jeden z przedstawicieli młodego pokolenia, który już teraz ma na swoim koncie znaczące doświadczenia i jasno określone cele. W rozmowie opowiedział o swoich początkach, najważniejszych momentach kariery oraz o tym, jak wygląda jego droga do profesjonalnej siatkówki.
Jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką?
Siatkówka towarzyszyła mi tak naprawdę od najmłodszych lat ze względu na tatę. Bardzo dobrze pamiętam treningi oraz mecze PlusLigi, gdzie mogłem podpatrywać, jak grają i trenują najlepsi. Od początku zakochałem się w tym sporcie i wiedziałem, że chcę zostać w przyszłości profesjonalnym zawodnikiem. Swoją przygodę rozpocząłem w wieku 10 lat w BBTS Włókniarz Bielsko-Biała, w moim rodzinnym mieście. Pamiętam doskonale swój pierwszy trening, w którym od razu miałem okazję porywalizować w turnieju „singielek”. Wygrałem ten turniej i od tamtego momentu jeszcze bardziej zaraziłem się tym sportem.
Skąd pomysł, żeby akurat ten sport – to była Twoja decyzja czy coś, co „przyszło naturalnie” z domu?
Nie ukrywam, że mój tata miał ogromny wpływ na to, że wybrałem właśnie siatkówkę. Będąc częścią tak sportowej rodziny, wybór był oczywisty. Jednakże decyzję o przyjściu na pierwszy trening podjąłem tylko i wyłącznie ja sam. Rodzice zawsze powtarzali mi, że najważniejsze jest, abym robił to, co kocham i co sprawia mi najwięcej radości. Przed siatkówką próbowałem swoich sił w przeróżnych sportach takich jak tenis, badminton czy piłka nożna. Jednakże zaczynając trenować siatkówkę, wiedziałem, że jest to coś, co chcę robić przez resztę swojego życia.
Pamiętasz, czy od razu Ci się to spodobało, czy na początku były wątpliwości?
Od pierwszego kontaktu z siatkówką poczułem, że to coś wyjątkowego, ale nie powiedziałbym, że wszystko przyszło całkowicie „od razu”. Na początku była ogromna ciekawość i frajda z samej gry, szczególnie że mogłem rywalizować i uczyć się nowych rzeczy. Z każdym kolejnym treningiem to uczucie tylko rosło. Nie miałem większych wątpliwości co do wyboru dyscypliny, bardziej traktowałem to jako proces odkrywania – im więcej czasu spędzałem na boisku, tym bardziej upewniałem się, że to jest właśnie to, w czym chcę się rozwijać i z czym wiążę swoją przyszłość.
Masz już na koncie trzy wicemistrzostwa Polski w młodszych kategoriach – co najbardziej zapamiętałeś z tych turniejów?
Każdy młodzieżowy turniej finałowy to dla mnie wyjątkowy i trochę „magiczny” czas, który na długo zostaje w pamięci. To moment podsumowania całego sezonu ciężkiej pracy na treningach. Miałem przyjemność przez cztery lata występować w pięciu turniejach finałowych jako zawodnik Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla, zdobywając trzy srebrne medale. Szczerze mówiąc, same medale nie były dla mnie najważniejsze. Najwięcej znaczyła możliwość czerpania radości z każdej sekundy spędzonej na boisku i satysfakcja z każdej udanej akcji. Najbardziej zapadły mi w pamięć mecze finałowe – pełne trybuny, wsparcie rodzin i ogromne emocje. Same medale to oczywiście ogromny sukces i potwierdzenie naszej ciężkiej pracy, ale to właśnie te wspomnienia z meczów zostaną ze mną na zawsze.
Który z tych finałów najbardziej utkwił Ci w głowie i dlaczego?
Zdecydowanie najmocniej w mojej pamięci utkwi ten ostatni turniej finałowy, który zakończył się zaledwie kilka dni temu. To był mój ostatni rok w siatkówce młodzieżowej, więc możliwość zamknięcia tego etapu srebrnym medalem mistrzostw Polski oraz statuetką najlepszego rozgrywającego turnieju ma dla mnie szczególne znaczenie. Jeśli miałbym wskazać jeden moment, to bez wątpienia półfinał z Energą Treflem Gdańsk. To był najbardziej emocjonujący mecz, w jakim kiedykolwiek grałem. Walka punkt za punkt, gra na przewagi, odrabianie strat i niesamowity tie-break, w którym odwróciliśmy losy spotkania, wygrywając 21:19, to coś niesamowitego. Takie mecze pokazują, za co kocha się siatkówkę i jestem pewien, że ten dzień zostanie ze mną na całe życie.
Co te doświadczenia dały Ci jako zawodnikowi – bardziej mentalnie czy sportowo?
Uważam, że te doświadczenia dały mi bardzo dużo zarówno pod względem mentalnym, jak i sportowym. Grając w finałach mistrzostw Polski, zawodnik zdecydowanie dojrzewa mentalnie – uczy się podejmowania właściwych decyzji pod presją, zachowania spokoju i opanowania w kluczowych momentach. Dla rozgrywającego to absolutna podstawa, często ważniejsza nawet niż same umiejętności techniczne. To są cechy, których nie da się w pełni wypracować tylko na treningu – one kształtują się przede wszystkim w meczach o wysoką stawkę. Jeśli chodzi o aspekt sportowy, ogromne znaczenie miała dla mnie jakość i intensywność pracy w Akademii. Codzienne treningi na hali i siłowni pozwalały mi systematycznie rozwijać swoje umiejętności, które później mogłem wykorzystywać w rywalizacji meczowej. Myślę jednak, że największą wartością było połączenie tych dwóch elementów – bo dopiero rozwój mentalny i sportowy razem sprawiają, że zawodnik wchodzi na wyższy poziom i jest w stanie realnie wpływać na grę zespołu.
Jaki moment ukształtował Cię najbardziej jako zawodnika?
Najbardziej ukształtowały mnie momenty, w których trzeba było wziąć odpowiedzialność za drużynę w najtrudniejszych chwilach. Szczególnie wracam myślami do meczów o najwyższą stawkę, gdzie liczyła się każda piłka i nie było miejsca na błędy. To właśnie wtedy nauczyłem się zachowywać spokój, podejmować odważne decyzje i ufać sobie, nawet pod dużą presją. Duży wpływ miały też trudniejsze momenty – porażki i sytuacje, kiedy coś nie szło po mojej myśli. To one nauczyły mnie pokory, cierpliwości i pracy nad sobą. Dzięki temu dziś czuję, że jestem nie tylko lepszym zawodnikiem, ale też bardziej świadomym i odpowiedzialnym członkiem zespołu.
Pamiętasz swój pierwszy trening z pierwszym zespołem JW, jak go wspominasz?
Tak, doskonale pamiętam ten trening. Miałem wtedy 16 lat i gdy dowiedziałem się od trenera, że jestem potrzebny, serce od razu zabiło mocniej. Sama możliwość wejścia do szatni wielokrotnego mistrza Polski oraz poznania zawodników z najwyższego poziomu, w tym medalistów największych imprez, była spełnieniem marzeń każdego młodego siatkarza. Zespół przyjął mnie bardzo dobrze, dzięki czemu szybko poczułem się częścią drużyny. Na początku pierwszego treningu graliśmy „baggera” i trafiłem do drużyny Tomka Fornala. Stres był ogromny – chciałem pokazać się z jak najlepszej strony i nie zawieść. Ostatecznie przegraliśmy, a ja sam popełniłem kilka błędów, ale wsparcie ze strony chłopaków sprawiło, że z każdym kolejnym treningiem czułem się coraz pewniej. Z perspektywy czasu uważam, że możliwość trenowania z pierwszym zespołem w tak młodym wieku była dla mnie ogromnym wyróżnieniem i bezcennym doświadczeniem, które na pewno zaprocentuje w przyszłości.
Co najbardziej zaskoczyło Cię w funkcjonowaniu tak dużego klubu?
Najbardziej zaskoczyła mnie przede wszystkim pełna profesjonalność na każdym etapie funkcjonowania klubu. Tam wszystko wykonywane jest na sto procent – od rozgrzewki, przez trening, aż po regenerację i rozciąganie. Widać ogromną dbałość o każdy detal. Duże wrażenie zrobiła na mnie również organizacja całego zespołu – sztab szkoleniowy, statystycy, fizjoterapeuci. Każdy element jest dopracowany tak, aby zawodnicy mieli idealne warunki do rozwoju i osiągania najwyższego poziomu. Najbardziej zapadły mi jednak w pamięć fragmenty gry 6 na 6 podczas treningów. Intensywność i zaangażowanie były niesamowite, każda akcja rozgrywana jak w meczu o najwyższą stawkę, bez odpuszczania, bez miejsca na przypadek. To pokazuje, na jakim poziomie funkcjonują najlepsi i jest to coś, co staram się przenosić do swojej codziennej pracy.
Debiut w JW – pamiętasz moment, kiedy dowiedziałeś się, że wejdziesz na boisko?
Tak, doskonale pamiętam ten moment, choć wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Nie było żadnej wcześniejszej zapowiedzi o tym, że wejdę na boisko, dowiedziałem się dosłownie kilka sekund przed zmianą. Trener Marcelo Mendez podszedł do mnie i powiedział, że wchodzę. Byłem lekko zaskoczony, bo mimo że wielokrotnie byłem już wcześniej w składzie meczowym PlusLigi, to nie miałem okazji zadebiutować. Z drugiej strony towarzyszyła mi ogromna ekscytacja, ponieważ w końcu nadarzyła się szansa, na którą długo czekałem.
Jakie emocje towarzyszyły Ci przed pierwszą akcją?
Na pewno towarzyszył mi ogromny stres, ale jednocześnie też wielka ekscytacja. To były ogromne emocje i moment, na który czekałem bardzo długo. Wszystko działo się jednak tak szybko, że nie było czasu na analizowanie czy zastanawianie się. Musiałem od razu wejść w mecz i skupić się na swojej roli. Pamiętam, że przed pierwszą akcją czułem duże napięcie, ale z każdą kolejną piłką zaczynałem łapać rytm i pewność siebie. Bardzo pomogło mi wsparcie ze strony chłopaków na boisku. Ich spokój i podejście sprawiły, że mogłem szybciej odnaleźć się w tej sytuacji i skupić na grze.
Czy kontakt z seniorską siatkówką zmienił Twoje podejście do gry w juniorach?
Tak, zdecydowanie. Treningi i przebywanie z pierwszą drużyną dały mi zupełnie inną perspektywę na siatkówkę. Zobaczyłem, jak wygląda codzienna praca na najwyższym poziomie i jak drobne detale mają znaczenie. Dzięki temu w juniorach podchodzę do wszystkiego bardziej profesjonalnie – zarówno do treningów, jak i meczów. Czuję też, że dzięki trenowaniu pod presją takich znakomitych siatkarzy zyskałem większą pewność siebie i spokój w grze, co bardzo pomaga w kluczowych momentach.
Jak radzisz sobie z oczekiwaniami i czy zdarza Ci się czuć presję związaną z porównaniami do taty?
Staram się przede wszystkim nie porównywać z innymi zawodnikami i skupiać się wyłącznie na sobie. Uważam, że od oceniania i porównań są trenerzy oraz eksperci, a ja koncentruję się na tym, co mogę zrobić każdego dnia, żeby być lepszym zawodnikiem. Oczywiście zdarza się, że mam wobec siebie bardzo wysokie wymagania i czasami oczekuję od siebie zbyt wiele, ale traktuję to raczej jako motywację do dalszej pracy niż coś negatywnego. Zdecydowanie bliższe jest mi podejście, że lepiej rywalizować ze sobą niż z innymi. Jeśli chodzi o mojego tatę, nie czuję presji związanej z porównaniami. Traktuję to bardziej jako inspirację niż obciążenie. Mam swoje cele i swoją drogę, a wsparcie, które od niego otrzymuję, pomaga mi się rozwijać i iść do przodu.
Jedna rzecz, której nauczył Cię tata i która najbardziej Ci pomaga?
Myślę, że najważniejszą rzeczą, której nauczył mnie tata, jest etyka pracy. Od zawsze powtarzał mi, że jeżeli coś robię, to mam to robić na sto procent, bez półśrodków i bez odpuszczania. Sam był dla mnie najlepszym przykładem, bo widziałem, jak wygląda jego podejście na co dzień. To właśnie ta konsekwencja, zaangażowanie i dbałość o każdy detal najbardziej mi dziś pomagają. Niezależnie od tego, czy jest to trening, mecz czy przygotowanie poza boiskiem, staram się dawać z siebie maksimum. Dzięki temu wiem, że nawet w trudniejszych momentach mogę polegać na swojej pracy i wracać na właściwy poziom.
Najlepszy moment w Twojej dotychczasowej karierze?
Myślę, że jak dotąd jednym z najważniejszych momentów w mojej karierze było powołanie do kadry Polski U18. Sama możliwość reprezentowania kraju to coś wyjątkowego i ogromne wyróżnienie, ale też potwierdzenie tego, w jakim miejscu się znajduję jako zawodnik. Miałem okazję sprawdzić się na bardzo wysokim poziomie i utwierdzić się w przekonaniu, że mogę rywalizować jak równy z równym z każdym. Ten czas dał mi jeszcze większą pewność siebie i pokazał, że jestem na właściwej drodze, jednocześnie uświadamiając, że cały czas mogę podnosić swój poziom i rozwijać kolejne elementy gry. Fakt, że ostatecznie nie poleciałem na imprezę docelową, jaką były mistrzostwa Europy, tylko wzmocnił moją motywację. Potraktowałem to jako impuls do jeszcze cięższej pracy i potwierdzenie, że moje cele są w pełni realne. Traktuję to powołanie jako bardzo ważny etap w mojej karierze i jednocześnie mocny sygnał, że mogę i chcę rywalizować na najwyższym poziomie.
Największe marzenie?
Moim największym marzeniem jest złoty medal igrzysk olimpijskich. Sam udział w igrzyskach to już coś wyjątkowego i ogromne osiągnięcie dla każdego sportowca, a wejście na najwyższy stopień podium jest celem i marzeniem, do którego dąży się przez całą karierę. Oglądałem każdy mecz naszej reprezentacji i chciałbym kiedyś znaleźć się w takim miejscu oraz przeżyć to wszystko od środka.
Jakie są Twoje najbliższe cele na kolejne sezony?
Jeśli chodzi o cele na najbliższe sezony, to przede wszystkim chcę dalej rozwijać się już na poziomie seniorskim. Zależy mi na zdobywaniu doświadczenia w kolejnych klubach i pracy z różnymi trenerami. Moim głównym celem jest gra jako pierwszy rozgrywający w PlusLidze oraz powołanie do reprezentacji Polski.
Co dała Ci siatkówka w życiu codziennym?
Przede wszystkim siatkówka nauczyła mnie organizacji i systematyczności. Wiem, jak planować dzień, łączyć treningi z innymi obowiązkami i konsekwentnie dążyć do celu. To wartości, które wykorzystuję nie tylko na boisku, ale też w codziennym życiu.
Rozmowa z Piotrem Pilarzem pokazuje, jak wygląda początek drogi w profesjonalnej siatkówce – pełnej ambicji, ale też wyzwań i momentów, które wymagają cierpliwości. To etap, w którym talent i dotychczasowe osiągnięcia są ważne, ale równie istotne staje się to, jak zawodnik poradzi sobie z przejściem do seniorskiego grania i rosnącymi wymaganiami.
Autor: Karolina Przybylska
