Droga do profesjonalnej siatkówki rzadko bywa prosta, a za każdym zawodnikiem stoi historia pełna decyzji, zmian i ważnych momentów. Bartosz Fijałek to jeden z tych siatkarzy, którzy konsekwentnie budują swoją pozycję, krok po kroku rozwijając się na kolejnych etapach kariery. W rozmowie opowiada o swoich początkach w Andrychowie, przejściu na pozycję libero, doświadczeniach z Akademii Jastrzębskiego Węgla i Spały, a także o drodze do seniorskiej siatkówki i spełnianiu kolejnych sportowych celów.
Karolina Przybylska: Jak wyglądały Twoje pierwsze kroki w siatkówce w Andrychowie i jak je wspominasz?
Bartek Fijałek: Moje początki zaczęły się od grania w siatkówkę z rodziną – z babciami, mamą i tatą. Do MKS Andrychów trafiłem w wieku około 9–10 lat. Trenowałem wtedy ze starszymi od siebie zawodnikami i miałem okazję pracować z trenerem Piotrem Trojakiem. Myślę, że duże znaczenie miały też tradycje rodzinne. Wspominam ten czas bardzo dobrze – pamiętam, ile radości sprawiała mi siatkówka i nadal sprawia. Na początku nie było łatwo przyzwyczaić się do zasad panujących wśród starszych chłopaków, ale myślę, że poradziłem sobie całkiem nieźle.
Od razu wiedziałeś, że chciałbyś zostać libero, czy była to decyzja, która przyszła z czasem?
Moja droga początkowo prowadziła na rozegranie. Zarówno mój tata, jak i chrzestny, Maciej Fijałek, grali na tej pozycji, więc naturalnie myślałem, że pójdę tą samą ścieżką. Pozycję zmieniłem dopiero w drugiej klasie liceum, kiedy zdobyliśmy złoto z Akademią Jastrzębskiego Węgla, gdzie występowałem jeszcze jako rozgrywający. Po kilku rozmowach z trenerami w Spale doszliśmy do wniosku, że pozycja libero będzie dla mnie bardziej odpowiednia.
W swojej karierze byłeś w Akademii Jastrzębskiego Węgla i w Spale – co dały Ci te miejsca w kontekście seniorskiej siatkówki?
Zdecydowanie ukształtowały mnie jako sportowca i jako człowieka. To były zarówno ciężkie, jak i piękne lata. Mam z tego okresu mnóstwo świetnych wspomnień, choć wyjazd z domu w młodym wieku nie był łatwy. Nie miałem rodziny obok siebie, ale miałem wokół świetnych ludzi – znajomych i przyjaciół, z którymi do dziś utrzymuję kontakt. Pod względem sportowym i treningowym wspominam ten czas bardzo dobrze – trenerzy nauczyli mnie naprawdę wiele.
Jaki był moment, w którym pomyślałeś, że możesz iść profesjonalnie w stronę siatkówki?
Ta decyzja pojawiła się dość niespodziewanie. W drugiej klasie liceum rozmawiałem z tatą i to on zasugerował mi zmianę otoczenia. Trafiłem wtedy na treningi do Bielska-Białej. Były to treningi testowe pod koniec sezonu. Wziąłem udział w kilku jednostkach i po tygodniu dostałem informację, że widzą mnie w składzie. Nie wahałem się ani chwili.
Co było najtrudniejsze przy wejściu do seniorskiej siatkówki?
Najtrudniejszy był przeskok między siatkówką młodzieżową a seniorską. Wymagania były zdecydowanie większe, a do tego zupełnie inna atmosfera w szatni – grałem z zawodnikami w różnym wieku. Na początku mogło to być wymagające, ale cieszę się, że chłopaki bardzo mnie wspierali i nie dawali odczuć tej różnicy.
Pamiętasz moment, który dał Ci największy rozwój jako zawodnikowi?
Na pewno był to pierwszy sezon w Bielsku. Wtedy uwierzyłem, że mogę grać na wysokim poziomie. Trafiłem tam jako drugi libero, ale po okresie przygotowawczym trener powiedział mi, że widzi mnie w pierwszym składzie. To był moment, w którym zrozumiałem, że obrana droga przynosi efekty, a ciężka praca i motywacja mają sens.
Później trafiłeś do Chełma – co zbudowało siłę tej drużyny?
Ogromną rolę odegrała praca, jaką wykonaliśmy z trenerem Krzysztofem, którego serdecznie pozdrawiam. Od początku było jasno powiedziane, że naszym celem jest awans i każdego dnia udowadnialiśmy to na treningach. Zostaliśmy tym mocno „zarażeni” i naprawdę uwierzyliśmy, że możemy osiągnąć coś wielkiego.
Jak to jest grać sezon, w którym celem jest awans – bardziej presja czy ekscytacja?
Zdecydowanie ekscytacja, choć presja też była obecna. Jednak to właśnie ekscytacja była silniejsza. Seria zwycięstw w rundzie zasadniczej pokazała nam, że realnie liczymy się w walce o awans.
Czy ten awans był jednym z najważniejszych momentów w Twojej karierze?
Tak, zdecydowanie. Zarówno awans z Chełmem, jak i wcześniejszy z Bielskiem to dla mnie bardzo ważne momenty. To chwile, do których często wracam, bo pokazują, że jesteśmy w stanie osiągać naprawdę dużo.
Teraz jesteś w ZAKSIE – jak wyglądał moment, w którym dowiedziałeś się o transferze?
Informację dostałem dość wcześnie. Zastanawiałem się nad decyzją, ale nie było na to zbyt wiele czasu. Już w grudniu wiedziałem, że przeniosę się do Kędzierzyna-Koźla.
Co zrobiło na Tobie największe wrażenie – historia, poziom, oczekiwania?
Wszystko. Cała ZAKSA, jej osiągnięcia, organizacja i sposób funkcjonowania zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
Jak opisałbyś atmosferę w klubie?
Zdecydowanie bardzo pozytywnie. Widać wzajemny szacunek i poczucie bezpieczeństwa – zarówno w relacjach między zawodnikami, jak i w całym klubie.
Od kogo w klubie uczysz się najwięcej?
Od każdego – zarówno od trenera, jak i od kolegów z drużyny. Każdy wnosi coś wartościowego swoją postawą i doświadczeniem.
Który moment najbardziej Cię ukształtował jako zawodnika?
Trudno wskazać jeden konkretny moment. Każdy trening i każdy mecz mnie rozwija. Myślę, że cała moja kilkuletnia przygoda z seniorską siatkówką miała na to wpływ.
Jak dowiedziałeś się o powołaniu do kadry i co wtedy czułeś?
Dostałem wiadomość od trenera z pytaniem, czy mam chwilę porozmawiać. Patrzyłem na nią z niedowierzaniem. Odpisałem, że oczywiście tak. Towarzyszyły mi ogromne emocje – radość, ekscytacja i wzruszenie. To był naprawdę wyjątkowy moment.
Kogo poinformowałeś jako pierwszego?
Narzeczoną i rodziców.
Co dziś jest Twoją największą siłą jako libero, a co chciałbyś jeszcze poprawić?
Myślę, że w każdym elemencie jest coś do poprawy. Dzięki przeszłości na rozegraniu potrafię wykorzystać pewne umiejętności i pomagać drużynie, np. wystawiając drugie piłki. Dobrze czuję się też w obronie, ale w przyjęciu również widzę jeszcze przestrzeń do rozwoju. Czasami tęsknię za rozegraniem, ale największą satysfakcję daje mi dobra akcja w przyjęciu czy obronie.
Największe siatkarskie marzenie?
Zdobycie złota olimpijskiego.
Siatkarski autorytet?
Mój wujek Grzegorz Fijałek oraz Jenia Grebennikov.
Co robisz poza sezonem?
Najczęściej spędzam czas z rodziną i narzeczoną. Lubimy podróżować, oglądać filmy i seriale, a także grać na komputerze ze znajomymi.
fot. PLS. 1. Liga
