Reprezentacja Polski od lat pozostaje w ścisłej światowej czołówce, a przed biało-czerwonymi kolejne wielkie wyzwanie – mistrzostwa Europy. O utrzymaniu pozycji jednej z najlepszych drużyn świata, zapleczu polskiej siatkówki, młodych zawodnikach, znaczeniu Gdańska oraz szansach Polaków w nadchodzącym turnieju Zuzanna Żeleźnik rozmawiała z Sebastianem Świderskim, prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
Zuzanna Żeleźnik: Polska od lat należy do ścisłej światowej czołówki. Co dzisiaj jest trudniejsze z Pana perspektywy – wejść na szczyt czy stworzyć takie warunki, żeby reprezentacja utrzymywała się na nim przez kolejne lata?
Sebastian Świderski: Na pewno, zgodnie z tym powiedzeniem mistrzów, łatwiej jest wejść na szczyt, niż się na nim utrzymać. Mamy wiele przykładów reprezentacji, które wchodząc na szczyt, później miały problem, żeby na nim pozostać. Nam do tej pory się to udaje, chociaż mieliśmy jeden moment, kiedy przez tydzień spadliśmy w rankingu na drugie miejsce.
Ranking jest oczywiście ważną częścią całej układanki, bo ma później znaczenie przy kwalifikacjach do najważniejszych turniejów. Najważniejsze pozostają jednak imprezy docelowe. Dzisiaj mówimy o mistrzostwach Europy, które za chwilę się zaczynają, w przyszłym roku będziemy mieli mistrzostwa świata w Polsce, a później igrzyska olimpijskie w Los Angeles. To są najważniejsze momenty. Właśnie tam musimy walczyć o najwyższe lokaty i złote medale.
W reprezentacji pojawiają się kolejni zawodnicy. Patrząc szerzej na polską siatkówkę, jest Pan spokojny o moment, w którym obecne pokolenie liderów zacznie ustępować miejsca kolejnym, młodszym graczom?
Tak, jesteśmy bardzo spokojni. Nasz system szkolenia ma bardzo szeroką podstawę. Mamy ogromny napływ dzieci i, co najważniejsze, dzieci chcą grać w siatkówkę. Chcą uprawiać tę dyscyplinę sportu, a dzięki temu nam jest znacznie łatwiej wyszukiwać te przysłowiowe perełki.
Mamy w Polsce świetne miejsca zajmujące się szkoleniem. Poza naszymi ośrodkami szkolnymi można wskazać chociażby Trefla Gdańsk, który otrzymał Złotą Odznakę Polskiego Związku Piłki Siatkowej, czy Akademię Talentów Jastrzębskiego Węgla. To są miejsca pokazujące, że szkolenie funkcjonuje na bardzo wysokim poziomie i przynosi efekty w postaci medali mistrzostw Polski w poszczególnych kategoriach wiekowych.
Później trenerzy mogą z tych zawodników czerpać do drużyn ligowych i seniorskich, a Nikola Grbić ma bardzo szerokie pole manewru oraz możliwość obserwowania kolejnych graczy. Mieliśmy w tym roku nawet przykład szesnastolatka, który znalazł się w naszej kadrze. Ten horyzont jest więc naprawdę szeroki. Analizujemy, kogo mamy na zapleczu, żeby nie martwić się o ciągły dopływ zawodników do reprezentacji.
Za rok Gdańsk będzie jednym z gospodarzy mistrzostw świata. Czego jeszcze chcecie się nauczyć podczas takich wydarzeń jak mecz z Finlandią, żeby jeszcze lepiej przygotować się do organizacji największych turniejów?
Tutaj przede wszystkim należy wspomnieć o bardzo dobrej współpracy z gospodarzami – z Gdańskiem, miastem oraz obiektem. To perfekcyjne miejsce do grania w siatkówkę. Czuje się tutaj kibiców, dlatego przyjeżdżamy tak naprawdę przede wszystkim po to, żeby szlifować formę sportową. Jeżeli chodzi o zaplecze i organizację, jesteśmy naprawdę spokojni.
Trochę zmienił się układ boiska, zostało ono odwrócone, ale nie są to już rzeczy, które mogłyby stanowić dla nas większy problem.
Chcemy też tutaj pożegnać chłopaków przed mistrzostwami Europy. To bardzo ważny turniej, ponieważ będzie pierwszą możliwością wywalczenia kwalifikacji na igrzyska olimpijskie w Los Angeles. Gdybyśmy zdobyli złoty medal i mieli już bilet do Stanów Zjednoczonych, w kolejnych latach na pewno pracowałoby się znacznie łatwiej, bez konieczności martwienia się o kwalifikację.
Chcemy również promować naszą siatkówkę i pojawiać się w takich miejscach, żeby kibice mogli dopingować swoich ulubieńców, być blisko reprezentacji, a teraz także pożegnać zawodników przed ich wylotem do Bułgarii.
Przed nami mistrzostwa Europy. Polska ponownie wymieniana jest w gronie głównych kandydatów do medalu. Jak ocenia Pan możliwości biało-czerwonych i kto może być ich najgroźniejszym rywalem?
Jesteśmy jednym z faworytów. Na pewno bardzo groźni będą Włosi, którzy grają u siebie i będą chcieli rewanżu za mistrzostwa Europy, które cztery lata temu wygraliśmy w Rzymie.
Jest także przebudowywana reprezentacja Francji, która szuka nowych zawodników, czy Serbia, o której być może mówi się trochę mniej. Ale również zespoły teoretycznie słabsze są zawsze bardzo groźne. Jest Słowenia, z którą zawsze się męczymy, są nieobliczalni Niemcy. Tak naprawdę można byłoby wymieniać kolejne reprezentacje.
Jutro gramy chociażby z Finlandią, która rozegrała fantastyczny sezon w Złotej Lidze, była bezkonkurencyjna i awansowała do Ligi Narodów. Finowie mają młody, ciekawy i perspektywiczny zespół. To właśnie są trudni przeciwnicy. Nie można wychodzić na boisko z przekonaniem, że mecz wygrało się już w szatni. Trzeba wyjść i udowodnić swoją przewagę na parkiecie.
Wiemy doskonale, że przeciwko lepszym często gra się łatwiej, natomiast tym najlepszym czasem trudniej odpowiednio się zmobilizować. Dlatego każde spotkanie będzie bardzo ważne i nie możemy sobie pozwolić na chwilę słabości.
Trzeba też pamiętać, że mistrzostwa Europy nie są trzydniowym turniejem. To ponad dwa tygodnie rywalizacji, dlatego trzeba być bardzo dobrze przygotowanym zarówno fizycznie, jak i mentalnie.
Rozmawiała: Zuzanna Żeleźnik
Źródło: informacja własna, fot. Sportowy24
